Posts Tagged With: wychowanie

WYCHOWYWAĆ i być WYCHOWYWANYM

children-drawing-65069_640Dzień Dziecka, dzień niezwykle ważny dla moich Dzieci, tych prywatnych i tych ze szkolnej ławki. Dla mnie również, bo jak już Wam kiedyś cytowałam słowa Gertruda von le Forta  „rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę.”

Dziś dodałabym jeszcze: uczeń rodzi wychowawcę.
26 maja mój Uczeń przyniósł do szkoły pudełeczko czekoladek i wręczając zadedykował „dla mojej szkolnej mamy”. Piękne…prawda? I jak tu nie czuć się Matką Dzieci, które się wychowuje?

Moją Córeczkę i mojego Synka darzę szczególnym uczuciem mądrej miłości, pełnej wiary, nadziei i wolności. To buduje więź, ciepłą, trwałą relację, pozwala ufać, a w konsekwencji umacnia całą Rodzinę. Buduje nie dlatego, że płynie w nas ta sama krew, ale wspólne dążenie do piękna, dobra i ta sama potrzeba- bezpiecznego wzrastania do samodzielności na różnych płaszczyznach.
Hmmm… A może by tak przenieść to na grunt szkoły? My Rodzice, Nauczyciele, Opiekunowie, Dziadkowie, Ludzie wychowujemy przecież nowe pokolenia. Czyniąc to mamy okazję samemu wzrastać do bycia dojrzalszym Człowiekiem. Czy nie jest też przypadkiem tak, że sami czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele najmłodsi wnoszą do naszego spojrzenia na życie i innych ludzi?

Dzieci uczą nas spontaniczności, radosnej twórczości i niewymuszonego zachwytu nad światem, …
cierpliwości i pokory.
Wychowujemy i jesteśmy wychowywani zarazem. Pamiętajmy o tym.

Stworzyłam dla Was akronimy. Długo zastanawiałam się dlaczego w wyrazie „dziecko” pod literką „z” umieściłam „zdrowie”, być może dlatego, że „c” zarezerwowałam dla „charakteru”, a chciałam, żeby było też coś o „ciele”. Kształtowanie charakteru to dla mnie nieodzowny element wychowania. Co do „zdrowia”, to może po prostu jak każdy rodzic pragnę, aby moje Dzieci były zwyczajnie „zdrowe”.
Nie jest też tajemnicą, że pisząc ten blog, staram się pokazać Wam Logodydaktykę- spójną koncepcję rozwoju Człowieka, jej wpływ na pozytywną przemianę mnie samej i Ludzi wokół. Przytoczyłam więc słowa, które moim zdaniem zawierają esencję wychowania Kogoś na Kogoś.
Zapraszam do zanurzenia się we własne przemyślenia w tym temacie.

baby-17327_640
baby-17338_640

graphite-670990_640

balloons-388973_640
friends-640096_640
Ps. 9 czerwca mam zaszczyt wystąpić na konferencji dla Nauczycieli i Dyrektorów, pracujących w oświacie. Serdecznie zapraszam do Gdyni. Bardzo, bardzo się cieszę, że mogę dołożyć swoją cegiełkę do budowania nowej, pięknej jakości polskiej szkoły, opartej jednocześnie na wartościach i uniwersalnych życiowych prawach ❤

9 czerwca Fundacja Iwony Majewskiej – Opiełki zaprasza na niezwykłą konferencję.  Wspieramy Szkołę i Rodziców w wychowaniu spełnionych Ludzi. Pomagamy działać skutecznie i żyć z pasją. Dołącz do nas! ZMIEŃ OBLICZE POLSKIEJ EDUKACJI! www.wychowaniedoszczescia.pl

Konferencja objęta honorowym patronatem Prezydenta Miasta Gdynia http://www.gdynia.pl/ratusz/463_103182.html?time=1432879981
Patronat medialny: Radio Gdańsk i TVP Gdańsk.

Reklamy
Categories: Listy z podróży | Tagi: | Dodaj komentarz

Wystarczająco dobry rodzic

„Ręce, które kołyszą kołyskę rządzą światem”

przysłowie angielskie

Zacznę od krótkiej, ale mądrej opowiastki A. De Mello, którą ostatnio znalazłam na FB:

Pewien człowiek, który był wciąż smutny i nie potrafił odnaleźć w życiu radości, usłyszał podczas przechadzki w parku śpiewającego cudnie ptaka:  – Zazdroszczę Ci – powiedział, stanąwszy pod drzewem.- Musisz być bardzo szczęśliwy, skoro tak pięknie wyśpiewujesz swoją radość. – Ale ja nie dlatego śpiewam, że jestem szczęśliwy – odpowiedział ptak – jestem szczęśliwy, dlatego, że śpiewam.

Czemu Wam o tym piszę? Bo piękne, prawdziwe i takie bliskie mojej duszy. Bo odkryłam w tym coś dla swojej wizji zachwytu nad rodzicielstwem i wychowaniem.

Zainspirowana opowiastką A. De Mello postanowiłam napisać własną jej wersję:

„Pewien rodzic, który był wciąż smutny i niezadowolony z tego, na kogo wychowuje swoje dzieci, zobaczył na pobliskim placu zabaw radośnie bawiącego się ze swoim dzieckiem innego rodzica. Ten z niezwykłym optymizmem i swobodną normalnością bujał siedzącego na huśtawce roześmianego kilkulatka:

– Zazdroszczę Ci- powiedział stanąwszy pod rozbujaną huśtawką– Musisz być bardzo szczęśliwy, skoro tak radośnie potrafisz bawić się z dzieckiem. Twój synek jest wyjątkowo grzeczny- dodał.

Trochę zdumiony tym stwierdzeniem roześmiany rodzic spojrzał na tego smutnego i rzekł– Ale ja nie dlatego jestem szczęśliwy, że potrafię bawić się z moim synkiem. I nie dlatego też, że on się grzecznie zachowuje. Jestem szczęśliwy, bo w ogóle mogę spędzić z nim czas – po czym ze spokojem i przenikliwą prawdą spojrzał na rodzica stojącego obok i dodał– Widzisz, moje dziecko jest teraz bardzo radosne, ale nie zawsze na jego twarzy gości tak ogromy uśmiech. Czasem bywa smutne, czasem niezadowolone, czasem płacze ze zmęczenia i nadmiaru wrażeń.

Jestem szczęśliwy, dlatego, że mogę go wychowywać, wspierać i być przy nim w jego radości i smutku. Jestem szczęśliwy, że mogę wskazywać mu drogę do celu. I nawet jeśli czasem czuję, że brak mi cierpliwości i sił, to staram się jak mogę, dla niego, siebie i świata, który on kiedyś będzie budował. Staram się, bo wiem, że warto.

Moja wersja tej historyjki pokazuje czym tak naprawdę jest radość płynąca z rodzicielstwa w kontekście wychowania. Ja i mój mąż właśnie z tego ją czerpiemy. To nas zachwyca i pozwala wzrastać we własnym rozumieniu macierzyństwa i ojcostwa.

Nie mamy monopolu na wiedzę, pomysły na wychowanie i porady. Każdy jest inny, każdy zna siebie i swoje dziecko i każdy wychowuje je tak, jak najlepiej tylko potrafi. Ważne przy tym jest tylko jedno, to co jest w Tobie. Odpowiedz sobie więc na pytania:

Czy to, na kogo wychowujesz swoje dziecko jest tym, na kogo rzeczywiście chcesz go wychować?

I wcale nie chodzi mi tu o zawód, jaki w przyszłości mają wykonywać Wasze dzieci. Wręcz przeciwnie, mam tu na myśli przede wszystkim wartości i ludzi.

Czy to, w jaki sposób to robisz jest w zgodzie z Waszymi potrzebami, możliwościami i marzeniami?

Czy działasz w tym zakresie w kręgu własnego wpływu i na 100% własnych, rodzicielskich możliwości?

Jeśli tak właśnie postępujesz, myślisz i żyjesz, to znaczy, że jesteś wystarczająco dobrym rodzicem dla swojego dziecka. Więcej, jesteś wyjątkowym i wspaniały człowiekiem.

Patrz z mądrością wyrytą w sercu.

Dziś pozostawiam Was z tą refleksją.

Categories: Listy z podróży | Tagi: , | Dodaj komentarz

Wychowanie przez sen i magia dziecięcej podświadomości

Little child sleeping„Największym dobrodziejstwem, jakie możemy wyświadczyć drugiemu człowiekowi, nie jest ofiarowanie mu naszego bogactwa, ale ukazanie mu jego własnego”

L. J. Suenes

Zaczynam wpis cytatem, który doskonale odzwierciedla to, czego ostatnio rodzicielsko doświadczyłam. Tym samym zaczynam serię wpisów, dotyczących ludzkiej podświadomości i jej niesamowitym znaczeniu w mądrym wychowaniu dzieci.

Czym jest podświadomość? Zdaniem I. Majewskiej-Opiełki to „wielki magazyn pamięci, do którego wchodzi wszystko to, co słyszymy, co mówimy i na co patrzymy, a także myśli i wyobrażenia”. Innymi słowy podświadomość jest jak głęboka studnia bez dna. Im więcej w nią wlejesz, tym więcej otrzymasz. Jakość wypijanej z własnej studni wody zależy wyłącznie od ciebie. To ty decydujesz czym, w jakim czasie i w jaki sposób zapełnisz swoją studnię. Pamiętaj jednak, że za to, co wlewasz do podświadomości swojego dziecka zależy od ciebie, drogi rodzicu. 

Amerykański psycholog Wiliam James zauważył, że największym osiągnięciem współczesnej psychologii jest „wiedza, iż możemy świadomie wpływać na naszą podświadomość. Uważał, że jesteśmy w stanie wprowadzać do podświadomości informacje, które będą nam służyć: wzmacniać te zachowania, na którym nam zależy i osłabiać te niechciane.” (więcej na ten temat przeczytacie w książce „Wychowanie do szczęścia” I. Majewskiej- Opiełki). Podążając tym tropem możemy niejako „programować” podświadomość naszych dzieci, mówiąc, pokazując i ucząc tych rzeczy, które chcielibyśmy, aby się nauczyły. My w domu również staramy się świadomie oddziaływać na podświadomość naszą i naszych dzieci.

Bardzo często, kiedy moje dzieci już zasną głaszczę je po głowie i szeptem mówię do nich dobre słowa o nich samych. Ostatnio było to bardzo szczególne wydarzenie, które wam teraz opowiem.

Nasz pięcioletni synek uwielbia żartować. Zdarza się jednak, że zapędza się w swoich żartach. Widać, że gubi się w tym, co do sytuacji, miejsca, osób, czy czasu trwania. Wiemy, że ma dopiero 5 lat i nadal się uczy i pewno, tak jak my będzie się uczył różnych, innych rzeczy do końca życia. Dziś jednak jest czas na naukę mądrego żartowania. Ostatnio dał popis swojego kabaretowego kunsztu na jednym ze spotkań ze znajomymi. Zwykle z mężem staramy się mu wyjaśniać gdzie są granice dziecięcego żartu, stopując go w odpowiednim, naszym zdaniem momencie. I tym razem też tak było, ale rzeka psikusów, żarcików, śmiesznych min i głośnych okrzyków, z wplecionymi różnego pochodzenia wyrazami nie miała końca. „No nic.”– pomyślałam. „Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość.” Goście poszli, dzieci zasnęły, a ja analizowałam sytuację i moje nastawienie. „Czego takiego dobrego nie zrobiłam dla siebie, że zachowanie synka mnie irytowało?”

Wieczorem, jak zwykle podeszłam do niego, by pogłaskać po głowie i z czułością jakiej jeszcze nie znałam powiedzieć kilka ważnych słów. Tym razem słowa wypowiedziane do synka o nim samym brzmiały jak magiczne przesłanie. Matczyna intuicja mówiła: „Jesteś cudownym, mądrym i dobrym chłopcem. Nie musisz robić tyle, żeby pokazać innym jaki jesteś fajny.” (miałam tu na myśli jego nadmierne żartowanie, ale celowo nie powiedziałam tego głośno) „Ty sam w sobie jesteś wspaniały!” Zwykle w takich sytuacjach nasz synek nic nie odpowiadał i smacznie sobie spał. Tym razem było zaskakująco inaczej. Franio przez sen odpowiedział mi cichutko „I jak żartuję mamusiu, to też jestem wspaniały.”

To było niesamowite doświadczenie. Jego podświadomość wyczuła moją intencję i odpowiedziała mi na moje wątpliwości. „Mamo, wypadasz z naszej łódki, rzucam ci koło ratunkowe.”– powiedziałby pewno w tym momencie nasz synek, patrząc na rodzinną misję. Nie powiedział, ale pomyślał i tym samym rzucił mi porządny ponton w postaci swojej krótkiej, ale niezwykle cennej odpowiedzi.

Teraz jestem spokojna. Kocham mojego synka takim, jakim jest. Kocham jego wyjątkowe, może czasem dla mnie niezrozumiałe poczucie humoru. Nadal będę go uczyć mądrego, adekwatnego do miejsca i sytuacji żartowania, ale już z zupełnie innym nastawieniem.

Refleksja dla Was:

Kiedy Wasze dzieci już zasną, spróbujcie dziś wieczorem powiedzieć im kilka świadomych, dobrych słów. Tym samym ukażecie im cytowane na początku mojego wpisu „bogactwo, jakim same są.”

Categories: Listy z podróży | Tagi: , | 9 Komentarzy

Pokolenia i relacje

rodzina„Czy jest coś bardziej przyjemnego, niż starość otoczona młodością, która chce się czegoś nauczyć?”

Cyceron

Ostatnie dwa dni to wyjątkowy czas, w którym z wdzięcznością myślimy i mówimy o niezwykłych osobach, o ludziach, którzy nauczyli nas wiele dobrego- o Babciach i Dziadkach. Dzięki nim dzieciństwo wielu z nas ma swój określony smak, zapach i niezapomniane ciepło. Ten czas skłonił mnie do refleksji nad relacjami w rodzinie. Zrodził chęć poszukiwań odpowiedzi na pytanie: jaką rolę pełnią dzisiejsi dziadkowie i babcie w wychowaniu nowych pokoleń?

Zdarza się, że słyszę czasem o konfliktach międzypokoleniowych w rodzinach, głównie na tle kompetencji i granic w zakresie wychowywania dzieci. Skąd się to bierze i co można zrobić w tym zakresie dobrego? Czasem przyczyna leży w nastawieniu rodziców, czasem zaś po stronie dziadków.

Świadomy swojej roli rodzic pragnie wychowywać dziecko tak, jak sam sobie wymarzył, w zgodzie ze swoją misją i wizją. Zdarza się jednak, że młodzi rodzice tak bardzo skupieni są na własnym, określonym modelu wychowania, że nie dopuszczają do głosu starszego pokolenia. Zdarzają się również sytuacje, gdy dziadkowie chcą nadmiernie ingerować, kierować wychowaniem wnucząt, zupełnie niepotrzebnie pouczać młodych rodziców i udzielać rad. Nierzadko wówczas padają nie wnoszące nic dobrego zdania np. „u babci wnukom wolno wszystko”, albo odwrotnie. Często takie podejście rodzi duże konflikty, wrogość, brak zrozumienia i wzajemne unikanie, a to niestety źle odbija się na tych najmłodszych. Nie tędy droga.

Uważam, że do wspólnych relacji wiele dobrego może wnieść myślenie o rodzinie w kategoriach „my” i to zarówno przez dziadków, rodziców, jak i dzieci. Zdaniem I. Majewskiej- Opiełki „Myślenie takie powoduje, że każdy w rodzinie ma prawo czuć się wygodnie, szczęśliwie, że dla każdego, z jego zainteresowaniami i gustami znajduje się miejsce.” Jeśli w jednym domu mieszka kilka pokoleń to ważne by „wszyscy dbali o to, jak ten dom wygląda i jaka w nim panuje atmosfera.” Dla mnie wspomniany wyżej „dom” jest synonimem rodziny w ogóle, a wspólne dbanie o rodzinną atmosferę i wzajemny szacunek to istotne elementy dobrych relacji. Pojmowanie i traktowanie rodziny w kategorii „my” jest równie ważne w małej nuklearnej rodzinie (mama, tata, dziecko), jak i w rodzinie rozumianej jako wiele pokoleń.

Inną istotna rzeczą jest świadomość tego, na kim spoczywa odpowiedzialność za wychowanie dzieci. No właśnie, na kim? Oczywiście ta zaszczytna rola przypada w 100% w udziale rodzicom. To oni decydują jakie wartości są ważne dla ich rodziny i w jaki sposób będą je przekazywać swoim dzieciom. Jaka jest rola babć i dziadków w tym temacie? Ważna, ale nie najważniejsza. Cudownie jest, gdy są świadomi tego, że to nie oni, a rodzice odpowiedzialni są za wychowanie. Wiedzą zaś, że ich wsparcie, doświadczenie życiowe, dobre słowo i obecność są ogromną wartością, która wiele wnosi do kształtowania charakterów wnucząt. Świadomi swojej roli dziadkowie obserwują i słuchają, a ich działania intuicyjnie dopełniają działania rodziców.

Ostatnim istotnym aspektem jest otwartość rodziców i gotowość na wzajemne uzupełnianie się pokoleń. Ważny jest tu szacunek i zdolność do świadomego określania swojej roli jako rodzica, ważne jest zrozumienie faktu, że każdy dziadek i każda babcia starają się być dla swoich wnucząt najlepszymi w sposób, jaki tylko najlepiej potrafią. Nie ma tu znaczenia ile czasu poświęcą jedni, czy drudzy, w jaki sposób spędzą czas z wnukami: budując domek na drzewie, piekąc dla nich najpyszniejsze ciasto, rozmawiając, przytulając, a może zabierając na wspólne wakacje. Każdy świadomy swojej roli dziadek i każda mądra babcia robi to z sercem, a ich działanie z pewnością jest wówczas na najwyższym poziomie ich możliwości. Warto o tym pamiętać i warto to doceniać.

Nasza rodzina się rozwija, ewolułuje. Wychowujemy swoje dzieci w zgodzie z ważnymi dla nas wartościami. Patrząc globalnie na naszą wielopokoleniową rodzinę widać, że część wartości się zmienia, niektóre są zupełnie nowe, są też takie, które przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Tak tworzy się nasza rodzinna historia, pewna opowieść o ludziach, połączonych nie tylko wspólnymi genami, czy nazwiskiem, ale jakąś określoną, niepowtarzalną prawdą, której najstarsi z rodu są jej bardzo cennym i wyjątkowym ogniwem.

Na zakończenie w imieniu własnym i mojego męża dziękuję naszym Babciom i Dziakom, tym żyjącym i tym, którzy już odeszli za cudowne wspomnienia z dzieciństwa. Dziękuję również moim rodzicom i rodzicom mojego męża (Babci Ewie i Bożence, Dziadkowi Andrzejowi i Wiktorowi) za to, co wnoszą w wychowanie naszych dzieci, za ich zrozumienie, ciepło, wsparcie, za działania na najwyższym poziomie swoich możliwości, ale przede wszystkim za to, że dają nam przestrzeń do wychowywania naszych dzieci w zgodzie z naszą wizją i misją.

Refleksja dla Was:

  • Zastanówcie się nad tym, za co jesteście wdzięczni swoim Babciom i Dziadkom, co dobrego wnieśli w kształtowanie waszych charakterów?
  • Jeśli posiadacie dzieci zastanówcie się jakie są Wasze relacje z ich dziadkami (waszymi rodzicami)? Czy jesteście z nich zadowoleni? Jeśli tak, to pielęgnujcie ten stan, jeśli nie to popracujcie nad tym w kręgu własnego wpływu.
  • Jeśli jesteście dziadkami, babciami spróbujcie zastanowić się nad tym, czy pełnicie swoją rolę na najwyższym poziomie swoich możliwości i to zarówno w odniesieniu do swoich dzieci, jak i wnucząt.
Categories: Listy z podróży | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Lustro

 

pokaż jak żyć

Pewno każdy z Was przeżył kiedyś sytuację, w której patrząc na własne dziecko widział siebie samego, albo odwrotnie. My jako dorośli widzimy w swoim zachowaniu, sposobie mówienia, życia wiele podobieństw do swoich rodziców. W tym zadziwiającym efekcie lustrzanego odbicia kryje się największa tajemnica wychowania. Nic tak nie uczy jak dawanie przykładu samym sobą. Praca nad siłą własnego charakteru jest kluczem do sukcesu wychowawczego, szczególnie jeśli nasze dzieci są jeszcze małe, a jeszcze lepiej, gdy się ich jeszcze nie posiada. Ta niezwykła świadomość, potrafi zdziałać cuda.

Pamiętam, że zanim zdecydowaliśmy się na potomstwo pracowaliśmy nad wyeliminowaniem z naszego słownictwa wulgaryzmów, bo zależało nam na tym, aby nasze dzieci wychowywały się w domu, w którym mówi się ładnie. Takie systematyczne pielęgnowanie własnego języka stało się naszym nawykiem, który teraz doskonalimy. Efekt naszej pracy nad samym sobą przyniósł owoce i odbił się w sposobie mówienia naszego synka. To działa, naprawdę działa.

Idąc tym tropem zastanawiam się więc ile można zrobić dobrego w różnych obszarach, na różnych płaszczyznach wychowawczych. Moje myślenie zakotwiczyło na wartościach, jakie wyznajemy. Tym samym:

Doceniając piękno otaczającego świata i pokazując je dziecku  uczymy poczucia piękna.

Pokazujemy dziecku, że jako dorośli podejmujemy różne decyzje w życiu, wyjaśniamy po co i dlaczego to robimy. Dajemy dziecku swobodę w podejmowaniu decyzji, z którymi wiążą się różne konsekwencje. W ten sposób  uczymy mądrości i odpowiedzialności.

Świadomie korzystając ze świata, który stoi otworem, dokonując dobrych dla nas wyborów, uczymy umiaru.

Bawiąc się z dzieckiem w twórcze zabawy, zachęcając do tworzenia własnych rozwiązań różnych sytuacji uczymy kreatywności.

Szanując siebie i innych, pomagając, uczymy zarazem czynić dobro.

Pokazując naszą wiarę w Boga i ludzi, we własne możliwości, z wdzięcznością ciesząc się z najmniejszych sukcesów, nadajemy wartość wierze i nadziei.

Szanując wzajemnie swoje potrzeby, pracując nad komunikacją, dbamy o spokój w naszej rodzinie.

Pracujemy nad własnym charakterem, doskonalimy się i uczymy nowych rzeczy, w ten sposób pokazujemy jak ważny jest rozwój.

Spędzamy razem czas, wspieramy się w realizowaniu własnych marzeń, dbamy o siebie nawzajem, jesteśmy blisko w tych radosnych i smutnych momentach, dzięki temu uczymy nasze dzieci, że MY razem i z osobna jesteśmy największą wartością.

Refleksja dla Was:

Zastanówcie się jakie pozytywne zachowania kopiują Wasze dzieci? Czego chcielibyście nauczyć własne dzieci przez naśladowanie? Co możecie zrobić w tym zakresie, aby zmienić własne nawyki i pracować nad swoim charakterem?

 

Categories: Listy z podróży | Tagi: , | Dodaj komentarz

Wychowanie przez wyjaśnianie

???????????Czas na ostatnią część prezentowanych przeze mnie modeli wychowania, z którymi spotkałam się w literaturze. Pisałam już o źle rozumianym autorytecie rodzica, opartym o siłę. Dziś krótko wspomnę o drugim modelu. Więcej napiszę o „indukcji”, moim zdaniem wartościowym podejściu do kształtowania charakterów dzieci. Czwarty, NASZ model wychowania przedstawię następnym razem.

W drugim wspominany przeze mnie modelu stosuje się tzw. „wycofywanie miłości”. Występuje wówczas, gdy rodzice chcąc uzyskać od dziecka pożądane zachowanie stosują gniew. W swoich wypowiedziach często używają sformułowań typu „nie lubię cię, gdy tak się zachowujesz” lub nie chcą rozmawiać z dzieckiem. Pozbawianie dziecka miłości nie powoduje pozytywnego kształtowania jego charakteru i umacniania go w tym, co dobre. Wręcz przeciwnie, obniża to jego poczucie własnej wartości i wykształca w dziecku mechanizmy sprowadzające się do zachowań, którymi pragnie zasłużyć sobie na miłość ważnej dla niego osoby. A przecież dziecko kocha się miłością bezwarunkową.

Autorem trzeciego modelu wychowania jest Martin Hoffman. Model ten nazywany „indukcją” istotne jest wyjaśnianie dziecku prawdziwych powodów, dla których dane zachowanie chcielibyśmy w nim wykształcić. Badania potwierdzają, że wyjaśnianie połączone z szacunkiem do dziecka powoduje trwałe wykształcenie określonych cech charakteru, nawyków. Wówczas zachowania, których uczymy dziecko występują nie tylko w obecności rodzica, a to już pierwszy, ogromny krok do odpowiedzialności i samodzielności w podejmowaniu decyzji. Wyjaśniając powodujemy, że dziecko nie skupia się na sankcjach, które grożą mu za dane zachowanie lub nagrodach, które na niego czekają. Skupia się wówczas na zrozumieniu i akceptacji wartości, które jako rodzice chcemy mu przekazać. „Indukcja pomaga dziecku przyjąć proponowane nawyki i normy moralne jako własne.” W modelu tym istotne jest uświadamianie dziecku skutków jego zachowań.” Takie wyjaśnianie pozwala rozwinąć w małym człowieku troskę o innych”, a jednocześnie dostarcza odpowiedzi na dziecięce pytanie dlaczego mam się tak, a nie inaczej zachować? 

Pamiętajmy jednak przy tym o dostosowaniu naszej wypowiedzi do wieku dziecka i o wiarygodnym, konkretnym uzasadnianiu. Nie chodzi tu o stosowanie argumentów w stylu „nie, bo nie…”. Chodzi o jasne precyzowanie przyczyn i skutków. Ze starszymi dziećmi, już od około 4-5 roku życia warto rozmawiać tak, aby  same potrafiły wyciągać wnioski ze swoich zachowań i uczyły się przewidywać skutki pewnych sytuacji.

W naszej rodzinie pięknie widać efekty takich wyjaśniających rozmów z synkiem. Szczególnie cieszy fakt przejmowania przez niego ważnych zasad, które staramy się w im zaszczepić i stosowania ich w sytuacji, kiedy nie ma nas przy nim. Ostatnio synek opowiadał nam, jak tłumaczył bijącemu koledze co znaczą słowa „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”.  Cudownie jest patrzeć jak dziecko wzrasta.

Refleksja dla Was:

Poćwiczcie z dzieckiem umiejętność przewidywania i dostrzegania konsekwencji różnych decyzji. Z młodszymi pobawicie się w zabawę  „Magiczna kula”, dzięki której przewidzicie przyszłość. Ze starszymi dziećmi możecie pobawić się w niedokończone zdania „Co by było gdyby…” Wymyślajcie naprzemiennie różne sytuacje, zarówno te, które będą miały pozytywne, jak i negatywne konsekwencje.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , | Dodaj komentarz

Model wychowania cz. I

Stomach of the pregnant woman and multi-colored butterfliesW tym i kolejnych wpisach zamierzam przybliżyć Wam temat wychowania dzieci, tak szeroko rozumiany w dzisiejszych czasach. Napiszę jakie modele wychowania spotyka się we współczesnym społeczeństwie oraz jakie metody wychowawcze wiążą się z nimi. Na końcu napiszę co dla mnie i mojej rodziny jest ważne w wychowaniu i jaki model jest najbliższy naszemu sercu, choć i tak już po części Wam go przedstawiłam w pierwszym moim wpisie o „Mądrej miłości”. Zanim jednak zacznę przybliżać poszczególne modele chciałabym zostawić Was z tekstem, który dla mnie jest wstępem do autorefleksji nad wychowaniem.

„Gdybym mogła od nowa wychować dziecko częściej używałabym palca do malowania, a rzadziej do wytykania. Mniej bym upominała, a bardziej dbała o bliski kontakt. Zamiast patrzeć stale na zegarek, patrzyłabym na to, co robi. Wiedziałabym mniej, lecz za to umiałabym okazać troskę. Robilibyśmy więcej wycieczek i puszczali więcej latawców. Przestałabym odgrywać poważną, a zaczęłabym poważnie się bawić. Przebiegłabym więcej pól i obejrzała więcej gwiazd. Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała. Budowałabym najpierw poczucie własnej wartości, a potem dom. Nie uczyłabym zamiłowania do władzy, lecz potęgi do miłości.”

Diane Loomans

Piękne prawda? Po raz pierwszy z tekstem tym spotkałam się będąc na studiach pedagogicznych. Dostałam go wówczas od jednego z moich wykładowców, Pani dr. Danuty Gorajewskiej. Wtedy nie miałam jeszcze własnych dzieci, ale dzięki tym słowom miałam okazję poważnie zastanowić się nad tym czym dla mnie jest wychowanie. Taka autorefleksja pozwoliła mi z pełną świadomością i odpowiedzialnością wejść w nowy okres mojego życia, w którym na świecie  pojawiły się dwa nasze słońca.

Refleksja dla Was:

Wspaniały tekst o wychowaniu, powyżej.

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , | 4 Komentarze

„Mądra miłość”, czyli jaka?

Depositphotos_14747347_originalNajprostszą i najbardziej szczerą odpowiedzią, która przychodzi mi na myśl w odpowiedzi na to pytanie to: to NASZA. Nasza, czyli zbudowana przez nas, na sile naszych charakterów, w oparciu o naszą wiedzę, doświadczenie, a w konsekwencji przez nasze wybory. Mądra miłość dla nas oparta jest na kilu ważnych zasadach, powiedziałabym nawet filarach. Dzięki nim żyjemy razem, dążymy do czegoś, stajemy się doskonalsi każdego dnia, wychowujemy siebie i innych po coś, a to wszystko w oparciu o miłość do siebie samego i siebie nawzajem. Dziś napiszę Wam ogólnie jakie są NASZE  filary. Z czasem postaram się opisać każdy z nich bardziej szczegółowo i życiowo. Zatem:

  • Jesteśmy świadomi siebie z osobna i razem. Wiemy kim jesteśmy, dlaczego tworzymy partnerski związek, rodzinę, dlaczego i na kogo wychowujemy nasze dzieci. Mamy swoją wizję i misję.
  • Działamy we właściwym dla nas kierunku, czyli posiadamy własny kompas wartości.
  • „Kochamy i wymagamy” (T. Grodon).
  • Słuchamy uszami i sercem.
  • Rozmawiamy. Wierzymy, że w prawdziwej komunikacji w rodzinie tkwi moc mądrego wychowania.
  • Kształtujemy nasze charaktery. Kładziemy nacisk  na rozwój takich cech jak: poczucie własnej wartości, poczucie obfitości, pozytywne myślenie, proaktywność, poczucie spójności wewnętrznej (wg. Logodydaktyki I. Majewskiej-Opiełki).
  • Dokonujemy właściwych dla nas wyborów. Poznajemy i odkrywamy, korzystamy z dobra, które nas otacza. Świadomie jednak wybieramy to, co dla naszej rodziny, w danym czasie jest najlepsze, biorąc pod uwagę dobro wspólne i każdego z osobna.
  • Uczymy się nowych rzeczy, nabywamy nowe umiejętności na miarę indywidualnych możliwości, w oparciu o „strefę najbliższego rozwoju” (L. Wygotsky)
  • Jesteśmy RAZEM z osobna.

To jest nasza rodzinna definicja mądrej miłości- sposobu na partnerski związek i wspólne świadome rodzicielstwo, bo tak właśnie staramy się żyć, dbać o wspólny rozwój i być tak po prostu RAZEM. Myślę jednak, że każdy z Was, może mieć własny, dobry dla siebie i swojej rodziny obraz „mądrej miłości.

Refleksja dla Was:

Spróbujecie zastanowić się nad tym czym jest dla Was, Waszej rodziny definicja „mądrej miłości”. Jeśli chcecie zachęcam Was do podzielenia się z nami na blogu Waszą refleksją na ten temat. Myślę, że ile rodzin, tyle wspaniałych i niepowtarzalnych wizji.

 

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , , | 2 Komentarze

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.