Posts Tagged With: wiara

Dla Kogoś, kto nauczył mnie miłości do Świata i drugiego Człowieka

VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310Wthumb (1)„Rodzi nie tylko matka dziecko,
lecz także dziecko matkę.”
Gertrud von le Fort

„Mama to przyjaciel, z którego się nie wyrasta”
hasło znalezione w Internecie

Miałam dziś pisać zupełnie o czymś innym, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. O poranku obejrzałam krótki i niezwykle wzruszający film, który nie tylko wycisnął łzy z moich oczu,
ale przede wszystkim wywołał falę cennych przemyśleń.

Wiem, że „Dzień Matki” nie jest dzisiaj, ale czemu by nie, może właśnie warto obchodzić go codziennie? Spróbowałam spojrzeć na moją Mamę oczami miłości i wdzięczności,
z miłością i wdzięcznością kieruję dziś o Niej i dla Niej ten wpis. Wierzę, że kiedyś moje Dzieci też spróbują zobaczyć mnie samą z perspektywy ciepłych wspomnień dzieciństwa.

Refleksja dla Was: Spróbujcie zobaczyć własne Mamy przez pryzmat takich dobrych chwil. Może uda Wam się napisać list, który wręczycie im 26 maja, a jeśli nie ma ich już na tym świecie,
to z  pewnością ciepłe myśli rozgrzeją wiosenne „niebo” i dotrą tam, gdzie potrzeba.
Pozostawiam Was dziś z tą refleksją i moimi przemyśleniami…

DZIĘKUJĘ CI MAMUSIU…

thumb (2)IMG_0036 (2)

za to, że ocierałaś łzy z moich różowo-popielatych policzków, poszarzałych od podwórkowego kurzu

i krew ze zdartych od nieuwagi kolan

za to, że byłaś przy mnie, gdy Ciebie potrzebowałam,
przytulałaś rozdarte miłosnymi rozterkami dojrzewające serce

za dom pachnący ciepłym obiadem, miłością i świeżo wykrochmaloną pościelą

za kredki i galerię dziecięcych obrazów

za uśmiech, łzy, ciepłe spojrzenie i radość z każdego najmniejszego sukcesu

za to, że nauczyłaś mnie śmiać się i cieszyć życiem,
że pokochałaś taką jaką mnie urodziłaś, bez poprawek i udoskonaleń

za to, że podlewałaś miłością dzieciństwo i młodość,

że pozwalałaś swobodnie rozkwitać mojej kobiecości i samodzielnie doświadczać daru bycia matką

za to, że od początku mojej przygody ze szkołą, pozwalałaś poczuć odpowiedzialność za własną edukację, a potem życie

za cierpliwość, miłość do muzyki, przyrody i drugiego Człowiek

za styl i klasę kobiecości,

za to, że dając mi rodzeństwo, dałaś szansę na budowanie relacji zwykłą codziennością

za wiarę w Boga i Ludzi

za to, że pokazałaś czym jest serce na dłoni

za otwierane z ufnością okiennice rodzicielskich ramion, by dawkować
potrzebną przestrzeń do wolności i samodzielności

za to, że pokazałaś piękno otaczającego świata, zapach cichego lasu, ciepło letniego ogniska, wianki utkane z polnych kwiatów, kwaśno-słodki smak mirabelek, szum morza pszenicy na chabrowym polu

za to, że pokazałaś, że Dobro, Prawda, Miłość zawsze zwyciężą

za odwagę bycia Żoną, Mamą, Córką, Przyjaciółką i Kobietą biznesu

DSC_1270

za to, że nauczyłaś budować prawdziwy DOM
i być najlepszą wersją samej Siebie
dla Siebie samej i Bliskich

za wiarę we mnie i moje marzenia, bez względu na to, czy byłam trzyletnią Dziewczynką
czy jestem trzydziestotrzyletnią Kobietą

za to, że za każdym razem, kiedy widziałam, że upadasz tłumaczyłaś świat mówiąc:
„Jesteśmy Ludźmi, popełniamy błędy, po to, żeby mieć potem okazję stawać się lepszym Człowiekiem”.

Swoją autentycznością i normalnym życiem udowodniłaś, że zawsze jest dobry moment,
na to, żeby zacząć pracę nad swoim charakterem i poczuciem własnej wartości
.

 Dziś jesteś dla mnie Przyjaciółką, cudowną Babcią moich Dzieci
i nadal najukochańszą na świecie moją, jedyną Mamusią. 

Z wdzięcznością za Życie i najczystszą w swojej postaci Miłość

Twoja szczęśliwa i spełniająca życiowe marzenia Córeczka

IMG_0297 (2)

Ps. KOCHAM CIĘ ❤

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Mój Kochany Czytelniku :)

admin-ajax

Okładka książki- projekt

„Nigdy nie rezygnuj z osiągnięcia wymarzonego celu,
tylko dlatego, że wymaga czasu. Czas i tak upłynie…”

H.Jackson Brown Jr.

Dzień dobry ze słonecznego Gdańska 🙂

Wstałam dziś o 4:40. Wiem, że dla niektórych z Was to środek nocy :D, ale ja uwielbiam tą ciszę o poranku, zapach świeżej kawy i ciche pochrapywanie moich śpiących jeszcze Aniołów. Celowo kładę się wcześnie spać, żeby rano mieć siłę robić to, co zwykle robię o tej porze… PISZĘ ❤

Dziś uchylę Wam rąbka tajemnicy i napisze o tym jak spełniają się ludzkie marzenia.

Otóż do końca maja założyłam sobie ukończenie pisanej przeze mnie książki. Powstaje ona na bazie blogowych wpisów, niepublikowanych wcześniej historii i pomysłów na zabawy z dziećmi, których celem jest wzmacnianie charakteru tych młodych i jakże ważnych dla przyszłości Świata i naszego Kraju Ludzi.

Piszę też o tym, jak zmieniało się moje życie przez ostatnie 1,5 roku od momentu, kiedy zaczęłam pracę nad swoim charakterem, nawykami w oparciu o „Logodydaktykę” (spójną koncepcję rozwoju człowieka, opartą o pryncypia, indywidualne wartości i siłę charakteru).

Myślę, że książka pozwoli Czytelnikom w dużej mierze wejść w świat wewnętrznej przemiany i zobaczyć oczami wyobraźni ogromny wpływ mojej metamorfozy na relacje z Bliskimi. Sądzę również, że dzięki spełnianiu pisarskiego marzenia, zaspokoiłam własną potrzebę zarażania Innych dobrem, pięknem i zerkaniem na świat przez pryzmat własnych, pozytywnych okularów, bez względu na to, co robicie aktualnie w życiu, czym się zajmujecie, czy posiadacie już własne dzieci czy może dopiero planujecie zostać Rodzicem.

Tak jak pisałam na początku mojej blogowej przygody: „blog, a teraz też i książka to swojego rodzaju rodzinny pamiętnik, rozmyślanki o codzienności, przyjaźni damsko- męskiej Ludzi, przed którymi stoi wspólne wyzwanie wychowania Dzieci na mądrych i szczęśliwych Dorosłych.

Nasz coaching rodzicielski, będący jednocześnie szansą na wzrastanie Was w roli spełnionych Rodziców, Pracowników, Przyjaciół, Partnerów itd…

Bardzo się cieszę,że dostałam propozycję od kilku wydawnictw, które zainteresowały się tym, w jaki sposób widzę świat, zarażam tym innych i pobudzam do pozytywnych zmian ❤

Z tego miejsca dziękuję mojej Mentorce, „Matce Chrzestnej 🙂 mojej pasji” Iwonie Majewskiej-Opiełce, która umiejętnie dmuchała w moje blogowe pióra i podtrzymywała światełko wiary w ludzkie marzenia.

A propos marzeń 🙂 … marzy mi się opublikowanie niektórych Waszych komentarzy z bloga w niniejszej książce. Uważam, że mogą stać się cenną inspiracją dla mnie i innych.

Jeśli czujecie, że chcecie jeszcze coś dopowiedzieć, podzielić się cennymi uwagami, to piszcie, komentujcie pod moimi blogowymi postami.

To dla mnie ważne.

Z wdzięcznością wszystkim Czytelnikom „Mądrej Miłości”, oraz Tym, którzy widzą
LEPSZĄ STRONĘ ŚWIATA.

Marta Drozd​ ❤

Ps. Można spełniać marzenia? Można!!! 😀 bez względu na to jakie są, bo każdy ma przecież inne, własne i równie cudowne. Pozdrawiam tym samym wszystkich marzycieli i realistów 🙂

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , , | 4 Komentarze

Praca w Polsce JEST!

poland-643760__180Wczoraj na FB poprosiłam moich znajomych o pomoc w znalezieniu pracy dla mamy mojej koleżanki. Dziękuję wszystkim za dobre myśli i wszelką pomoc ❤ Świat jest cudowny! Jeśli czujecie, że sami nie potraficie znaleźć w sobie siły, czasem wystarczy tylko coś głośno powiedzieć, a jakiś dobry Człowiek wyciągnie do Was rękę, by Wam lub bliskim pomóc. Doświadczam tego codziennie. Szczęściara, prawda? 🙂

Pamiętajcie, że praca w Polsce jest. Tylko od nas zależy, czy będziemy chcieli ją znaleźć, bo praca nóg nie posiada i sama do nas raczej nie przyjdzie 🙂 Czasem wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć, aktywnie poszukać lub poprosić znajomych o pomoc. A może pomysł na biznes życia jest w waszych głowach?

Pamiętam jak zaczynałam aktywnie poszukiwać pracy kończąc studia. Kilka miesięcy przed obroną dyplomu napisałam listy motywacyjne i CV, spakowałam w czterdzieści bielutkich kopert i wysłałam do czterdziestu gdańskich szkół państwowych, placówek terapeutycznych dla osób niepełnosprawnych. Planując swoją ścieżkę zawodową już na trzecim roku studiów podjęłam kolejne studia zaoczne, uczęszczałam na ciekawe szkolenia i kursy, doskonaląc swoje kompetencje, udzielałam się wolontaryjnie, pracowałam. Kto mnie zna z czasów studenckich, pewno czytając ten post uśmiecha się teraz porozumiewawczo. 😀 (Maryś to dla Ciebie 😉 ) W efekcie po otrzymaniu tytułu magistra, pierwszego września czekała na mnie wymarzona na tamten moment praca, w miłej, niewielkiej szkółce w centrum gdańskiego Wrzeszcza. Zaznaczę, że studia kończyłam w Warszawie i w Trójmieście nikogo, poza moim prywatnym, przyszłym mężem nie znałam. No, ale co się nie robi z i dla miłości.

Nie wszyscy moi znajomi znaleźli pracę od prazu po studiach.

„Ty to masz szczęście!”- znów ktoś mógłby tak powiedzieć. Może i mam, ale nie dlatego, że się w czepku urodziłam, ale dlatego, że intensywną i jakże świadomą pracą nad sobą do tego doszłam. Nie robiłaby teraz w moim życiu tak pięknych rzeczy, nie pisałabym teraz bloga, nie dzieliłaby się doświadczeniami, które dane mi było przeżyć, gdyby nie praca nad sobą, swoim charakterem i kilkoma ważnymi umiejętnościami, które zdecydowanie ułatwiają życie.

Należą do nich: umiejętność planowania, przewidywania skutków swoich działań, cierpliwe czekanie na efekt swojej pracy, zdrowa determinacja w dążeniu do celu, choćby miało to trwać kilka miesięcy, czy nawet lat. Zdecydowanie do tej wyjątkowej listy dopiszę jeszcze: kreatywność, odwagę, wiarę w Ludzi, umiejętność zarządzania sobą w czasie, życie z pasją, praca nad poczuciem własnej wartości, proaktywne podejście do codzienności, prawdziwie rozumiane pozytywne myślenie, posiadanie w życiu zasad i kierowanie się nimi w dążeniu do spełnienia marzeń, skupianie swoich działań wokół uniwersalnych pryncypiów i indywidualnych wartości, umiejętność wybaczania sobie i innym, wiara w to, że ode mnie samej zależy zmiana w moim życiu, wybór wymarzonej pracy również, umiejętność dostrzegania w sobie i innych nieograniczonego potencjał i siły do zmian na lepsze, pielęgnowanie ciepłych relacji z istotnymi w moim życiu Ludźmi.

 „Zarażasz miłością i optymizmem Marto!!!”– usłyszałam ostatnio od bliskiej, znajomej osoby. Tak, zgadzam się, zarażam. Wierzę, że zarażę dziś i was Kochani do wiary w marzenia o prawdziwym szczęśliwym życiu prywatnym i zawodowym. Nie takim jak piszą w książkach i pokazują na kinowych ekranach, ale takim, jakie malują oczy waszej wyobraźni i podświadomość.
DSC_7281 (2)Słuchaj głosu intuicji. Konsultuj z ważnymi dla Ciebie Osobami swoje plany. To wszystko było i jest we mnie, a Logodydaktyka- bardzo spójna koncepcja wspierająca rozwój osobisty i firm, pomogła mi poukładać sobie to, co było mi znane z autopsji, ale jakieś takie rozbiegane, jak pisał pewien znany poeta „myśli nieuczesane” 🙂

Opowiem Wam teraz pewną historię o Kimś naprawdę wyjątkowy, którego miałam przyjemność poznać.

W miejscowości, z której pochodzę (Nidzica) jest pewna Pani. Założyła ona własną firmę, zajmującą się sprzątaniem w domach. Niesamowity Człowiek, ciepły, dobry, zdecydowanie wiedzący po co i dlaczego robi w życiu to, co robi. Miałam przyjemność obserwować Panią Grażynkę w pracy i szczerze z nią porozmawiać. Powiedziała mi kiedyś, że kocha swoją pracę i stara się, żeby przynosiła innym radość. Myje, porządkuje, układa, poleruje…. i robi wiele innych czynności na najwyższym poziomie własnych możliwości. Czynności te składają się na jej sukces- czyste, pachnące mieszkania, uśmiechnięci klienci i płynące za tym pieniądze, za które może nie tylko zakupić lepszy sprzęt i rozwijać swój biznes, ale i spełniać własne prywatne marzenia. Nie czuje się mniej wartościowa przez to, że sprząta. Jej praca w pewnym sensie jest służbą innym, (tak jak moja, tylko ja uszczęśliwiam innych w innym zakresie, w inny sposób i za pomocą innych narzędzi 🙂 ).

Zachęcam Was do spojrzenia na własne życie w kategorii służby dla Innych Ludzi.

Z pewnością znajdziecie tam cele większe niż wy sami.

Pani Grażynka zakładając swoją firmę słyszała gdzieś za plecami głosy mniej życzliwych Ludzi „Nie uda ci się. To małe miasteczko, ludzie mało tu zarabiają. Nie stać ich na to, żeby płacić jeszcze komuś za sprzątanie w mieszkaniach. Sami zrobią to lepiej, itd.) Pani Grażynka jest wyjątkowa. Nie poddała się. Miała marzenia, wizję i misję swojej firmy, ale przede wszystkim charakter, który nie pozwolił jej porzucić marzeń o własnym biznesie i godziwie zarobionych pieniądzach.

Wy też macie ową wyjątkowość. Wystarczy tylko skrupulatnie poszukać i znaleźć w sobie odwagę do zmiany.

idea-152213__180

Jeśli Komuś z Was marzy się praca, bo jej nie posiada aktualnie lub posiada, ale chce zmienić, bo nie czuje, że to jest jego miejsce na świecie, to zachęcam do ćwiczenia: „Mój wymarzony dzień”. Znajdźcie zaciszne miejsce, przymknijcie oczy i wyobraźcie sobie dzień, w którym spełniają się Wasze najskrytsze marzenia. Jak wyglądacie, czym się zajmujecie, gdzie pracujecie, jak wygląda wasz dzień, dom, relacje z bliskimi, jakie są wasze pasje, etc. Pamiętajcie, że nie macie żadnych ograniczeń finansowych, bytowych itd. Popłyńcie…

Ponad rok temu sama marzyłam w ten sposób, uczestnicząc w rocznym kursie rozwoju osobistego. Opisałam wymarzony dzień w pamiętniku. Dzięki temu dowiedziałam się, co tak na prawdę liczy się dla mnie w życiu prywatnym i zawodowym. Ostatnio przeczytałam sobie to, co wymyśliłam. Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wydawało mi się nierealne, nawet trochę śmieszne. Nie uwierzycie, ale to się dzieje.

drop-of-water-597109__180Codziennie małymi kroplami sączą się MOJE MARZENIA. Mój WYMARZONY DZIEŃ właśnie się realizuje. 

Słonecznego zbliżającego się wielkimi krokami majowego weekendu Wam życzę, w waszych głowach i za waszymi oknami. Już tylko tydzień i będzie grill, spacer, a może samotność łóżkowa z książką nie z powodu tęsknoty za bratnią duszą, a z wyboru 🙂 A może ktoś z was będzie w tych dniach pracował? Też dobrze, jeśli tak chcecie, żeby było. Jeśli nie, to już sami odpowiedzcie sobie na pytanie, „Czy dobrze czuję się w pracy, którą aktualnie mam?” Wielu mądrych ludzi, którzy odnieśli sukces powtarzało: „Pamiętaj nic w życiu nie musisz. Co najwyżej, albo aż: możesz, chcesz, wybierasz.”

Piosenka na dziś, niezwykle optymistyczna i radosna, z rewelacyjnie wciągającym teledyskiem. Zaraził mnie nią ostatnio mój ukochany Krzysztof, z którym zamierzam spędzić pachnącą kwiatami majówkę 🙂 🙂

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , | 2 Komentarze

Nuda, grill i wiara

„Dziecko jest wielkim nieustannym sprawdzianem naszej wierności dla samych siebie, naszej wierności do człowieka.”

„Rodzice mają prawo podzielić się z dziećmi tym, co sami uznają za dobro.”

Św. Jan Paweł II

Jesteśmy rodziną, która chce wychować dzieci w wierze i to nie tylko przez sam fakt Chrztu Świętego. A nawet gdyby tak było, to moim zdaniem włączenie dziecka do Kościoła poprzez zgodę na jego Chrzest, jest już pewnym zobowiązaniem. Rozumiem doskonale rodziców, którzy świadomie nie przyjmują sakramentów, nie zapisują dzieci na lekcje religii i nie uczęszczają wspólnie do Kościoła. Mają do tego prawo. Nie potrafię zrozumieć jednak do końca tych osób, które ochrzciły swoje dzieci tylko dlatego, że wszyscy tak robią i nie chcą, żeby ich dziecko czuło się wyalienowane.

W związku z tym, że bardzo zależy nam również na wychowaniu naszych dzieci w poczuci spójności wewnętrznej, wobec naszych wartości czy zasad, nie wyobrażam sobie pominąć tematu wiary, w różnym słowa tego znaczeniu. Jeśli nasze dzieci będą już dorosłe i same zdecydują, że nie mają takiej potrzeby, to będzie ich świadomy, dojrzały wybór. Na razie wszystko, a przynajmniej wiele w naszych rękach.

Od jakiego wieku zabierać dzieci do kościoła na mszę? Temat ten był dla mnie zawsze bardzo trudny. W efekcie skończyło się tak, że do tej pory zabieraliśmy dzieci do Kościoła  od czasu do czasu, głównie, żeby im wytłumaczyć w dziecięcy sposób kim jest Bóg, po co i dlaczego ludzie tu chodzą, żeby zobaczyły jak wygląda świątynia, kapłani. Ostatnio jednak uświadomiłam sobie, że nasz Synek uczęszcza już na lekcje religii w szkole, zadaje mnóstwo pytań i interesuje się wiarą bardziej świadomie. Pomyślałam, że to dobry moment na wprowadzanie go do Kościoła poprzez regularne uczestnictwo we Mszy Św.

Całkiem niedawno był nasz wspólny, świadomy, kościelny pierwszy raz. Rzecz jasna starannie zaplanowany. W naszym Kościele msza dla dzieci zwykle trwa znacznie krócej niż tradycyjna i zdecydowanie dostosowana jest do możliwości intelektualnych najmłodszych wiernych.

Tego dnia było mnóstwo dzieci w różnym wieku, od tych wózkowych, poprzez rozbiegane dwulatki aż po komunijne. Ksiądz dwoił się i troił, żeby było interesująco i w najbardziej przystępny sposób próbował wytłumaczyć kilkulatkom  zawiłe religijne prawa. Wierzę, że dla takiego malca mogą wydawać się zupełnie abstrakcyjne.

Tak zwane kazanie rozpoczęło się dość szybko. Uśmiechnięty, przemiły Ksiądz zaprosił wszystkie dzieci pod ołtarz i ku mojemu zdziwieniu wniósł na niego, dość pokaźnych rozmiarów metalowy grill. Wewnątrz znajdowało się kadzidełko, stąd ów grill wyglądał jak prawdziwe, dymiące palenisko. Prawdziwy magiczny pokaz sztuczek– pomyślałam- Ale super, ksiądz, który w rewelacyjny interaktywny i interakcyjny sposób chce wytłumaczyć dzieciom, co oznacza ofiarować komuś coś najcenniejszego, tak jak Jezus oddał za nas życie. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego kreatywności i zaangażowania. Synek stał w bezruchu wpatrzony w Księdza jak w najlepszej klasy aktora.

Po niezbyt długo trwającym kazaniu mój niespełna siedmiolatek wrócił na miejsce, a że miejsce było stojące przy ostatniej ławce, począł wieszać się na oparciu, niemalże wchodząc  siedzącym na przeciwko ludziom na głowę. Bujał się, przeciągał potrącając stojące obok kobiety, kręcił się jakby rój mrówek pędził po jego ciele.

O mój Boże…-pomyślałam-jestem cierpliwa i spokojna– powtarzałam w myślach. Po kilkukrotnym przypominaniu o tym, że jesteśmy w Kościele, w miejscu publicznym i że wokół nas są inni ludzie, których należy uszanować i być może warto choć spróbować posłuchać przez chwilę tego, co mówi Ksiądz, nie wytrzymałam. Dość stanowczym tonem powiedziałam- Chyba nic się takiego wielkiego nie stanie, jak postoisz chwilę spokojnie. Na co usłyszałam głośno wypowiedziane, przeciągniętym tonem- Bo ja się nuuuudzę!

O matko! Nie wierzę, grill, niemalże przedstawienie artystyczne, krótka msza, a on po chwili stania prosto nudzi się. Przypomniałam mu, że po Kościele mamy zaplanowaną wspólną zabawę na placu zabaw. Jeśli nadal będziesz się tak zachowywał niestety nie pójdziemy, ponieważ w tym czasie spokojnie zastanowisz się, co może zrobić, żeby ci się nie nudziło- wyszeptałam. W poszanowaniu sytuacji i osób dookoła, rzecz jasna. Zwykle, kiedy pojawiają się tak wypowiedziane konsekwencje, zachowania naszych dzieci, których wolałabym uniknąć, wracają jak tsunami ze zdwojoną siłą. I tak się stało też w tym przypadku. Nie czekałam do końca mszy, wyszliśmy wcześniej.W konsekwencji nieakceptowanego przeze mnie zachowania nie było zabawy na podwórku. W zamian za to był ogromny żal i płacz. Niezadowolenie ogromne, ale niestety albo stety, jak się na coś umawiamy, to dotrzymujemy danego słowa.

Po niezbyt miłym kościelnym doświadczeniu, długich rozmowach okazało się, że w sumie nie chodziło tak bardzo o nudę, jak o to, że mały chłopiec widział tylko plecy stojących przed nim ludzi, słysząc recytowane modlitwy , których jeszcze nie bardzo rozumie. No w takich warunkach nuda murowana.

Całkiem niedawno tłumaczyłam Synkowi co oznacza wyrażenie „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. No pięknie, jak widać „nie założyłam jego butów”, tym samym nie byłam w stanie zobaczyć, jak wygląda kościelny świat z perspektywy trochę jeszcze zagubionego kilkulatka. Postanowiliśmy, że następnym razem wyjdziemy wcześniej i usiądziemy w ławce przed samym ołtarzem, wtedy będziemy wszystko i wszystkich widzieć, albo znajdziemy inny Kościół, gdzie wszyscy będziemy czuć się dobrze. Mam nadzieje, że odrobiłam już swoją pracę domową w temacie „dziecięcych butów”. A Wy?

 Refleksja dla Was?

Drogi Rodzicu. W trudnych, niezrozumiałych dla Was sytuacjach proszę, stań na wysokości Dziecka dosłownie i w przenośni, a dowiesz się o co tak na prawdę chodzi. Wówczas łatwiej będzie Ci zrozumieć co siedzi w tej małej głowie. Dzięki temu szybciej odnajdziecie wspólnie dobre dla wszystkich rozwiązanie. 

Categories: Listy z podróży | Tagi: | 12 Komentarzy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.