Posts Tagged With: podświadomość

Sen, dziecięca wyobraźnia i klosz

????????????????????????????????„Nasze sny są następstwem naszej zbudzonej wiedzy zdobytej po przebudzeniu.”

Ralph Waldo Emerson

Kochani. Miałam dziś pisać o rodzinnych podróżach samochodem, ale dostałam e-mail od jednej z mam, który bardzo mnie ujął. Poczułam potrzebę dopowiedzenia Wam jeszcze kilku słów na temat programowania podświadomości przed snem i wspomnieć o śnie najmłodszych w ogóle.

Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Choć bardzo staramy się zrobić wszystko, aby nasze dzieci spały spokojnym snem, bez koszmarów i głośnego „mamusiu ratunku” połączonego ze szlochaniem przez zaciśnięte powieki, to i tak czasem tego nie unikniemy. Codzienność, obrazy, odgłosy, sytuacje, emocje, to wszystko składa się na nasze przeżycia i czasem pełne fantazji sny. Można by pomyśleć, że jak będziemy chronić własne dziecko przed każdą taką sytuacją, to jego sen będzie spokojny. Nic bardziej błędnego. Nie możemy, a wręcz nie powinniśmy chronić dzieci przed wszystkimi codziennymi sytuacjami, które mogą budzić różne uczucia i wywoływać w dziecku różne stany emocjonalne i to niekoniecznie te miłe. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i naszej rodzicielskiej odpowiedzialności, połączonej z wiedzą na temat etapów w rozwoju małych ludzi (w okresie 3- 5 lat koszmary i lęki nocne u dzieci są często czymś naturalnym).

Wracając jeszcze do wątku „klosza rodzicielskiego”. Wiem, że moje dzieci nie nauczą się radzić w różnych sytuacjach i panować nad własnymi emocjami,  jeśli ich nie doświadczą, nie poznają, a co za tym idzie nie poszukają własnych rozwiązań na poradzenie sobie z tym, co dla nas może wydawać się błahe, a dla nich bardzo ważne. Dlatego właśnie nie rozpościeram mojego matczynego klosza, choć uwierzcie mi, że go posiadam. Bardzo zależy mi na tym, aby nasze dzieci potrafiły radzić sobie z napotkanymi trudnościami począwszy od niespodzianki ze strony rzeczy martwych np. znalezienia zagubionej w pokojowym bałaganie zabawki, po dogadanie się z kolegą na placu zabaw w kwestii pierwszeństwa na huśtawce. Często towarzyszą temu płacz, widoczne zdenerwowanie, ale też duma, radość z tego, że w końcu udało się coś samemu zrobić, rozwiązać.

Czasem takie świadome nie reagowanie i pozwolenie dziecku na doświadczenie konsekwencji własnych decyzji i działań niesie ze sobą wiele dobrego. Nasze dzieci uczą się przez to samodzielności, odpowiedzialności, kreatywności, zastosowania wiedzy w praktyce, życia po prostu. Z pewnością doświadczają wtedy różnych emocji i z wielkim prawdopodobieństwem przeżywają je gdzieś w nocy we śnie. Myślę też, że to mądra miłość pozwala nam schować głęboko do kieszeni matczyne i ojcowskie klosze, tym samym dając naszym dzieciom prawo i przestrzeń do tego, by mogły poznawać świat i uczyć się życia przez konsekwencje.

Bardzo często opowiadam dzieciom w jaki sposób mogą radzić sobie w różnych sytuacjach, podaję przykłady, wspólnie szukamy rozwiązań. Takie opowieści mają miejsce zwykle przed snem, bo nasz straszy synek, właśnie wtedy dużo rozmyśla, pyta, opowiada. Myślę, że to jeden z tych momentów, w których świadomie programujemy dziecięcą podświadomość. Czasem na dobranoc, zamiast czytania kolejnych przygód Franklina robimy z synkiem teatr cieni do scenariusza, który sami wymyślamy. Czasem świadomie opowiadam mu bajkę, której bohaterem jest on sam, jednak ten fakt zdradzam dopiero pod koniec. Mówię wtedy mnóstwo pozytywnych rzeczy na jego temat, opisuję wygląd bohatera i podkreślam jego wyjątkowość, nazywam dokładnie to, co potrafi robić, jakie posiada cechy charakteru, jaki jest dla innych i samego siebie.

Kiedy po raz pierwszy to zrobiłam Franek miał wtedy 4 lata, a jego siostrzyczka dopiero co przyszła na świat. Podkreślałam wówczas, że bajkowy bohater jest bardzo samodzielny i wspaniale spełnia się w roli brata. Nie mówiłam mu, że będzie to bajka o nim, tylko bajka o wspaniałym chłopcu. Słuchając jej leżał wygodnie w swoim łóżeczku i już przysypiał. Kiedy skończyłam Franio otworzył przymrużone oczy i z uśmiechem powiedział: „Mamusiu ja jeszcze potrafię świetnie grać w piłkę, dodaj jeszcze to i mów dalej.” Mój synek po raz kolejny mnie zaskoczył i znowu czegoś nauczył. Tym razem było to odkrycie dotyczące kreowania obrazu samego siebie we własnej podświadomości. Zrozumiałam też jak bardzo istotne jest to, co i w jaki sposób mówimy o dzieciach, szczególnie My- Rodzice.

Refleksja dla Was:

  • Spróbujcie opowiedzieć swojemu dziecku bajkę z nim w roli głównej. Pamiętajcie o tym, aby mówić same pozytywne, prawdziwe rzeczy. Możecie wymyślić jakąś wesołą przygodę, której bohaterem będzie Wasze dziecko. Możecie też w bajce podać rozwiązanie nurtującej dziecko zagadki, wpleść wątek dotyczący relacji z innymi dziećmi.
  • Polecam pomysły na proste bajki, które uczą, czy pomagają dziecku odnaleźć się w jakieś ważnej, trudnej dla niego sytuacji:
  1. Bajki terapeutyczne.
  2. Cała seria książeczek o przygodach Franklina.
  3. …. Wasze pomysły. Pamiętajcie, że to Wy najlepiej znacie swoje dzieci 🙂
  • Dla tych, którzy potrzebują przeczytać więcej na temat lęków nocnych i koszmarów u dzieci polecam krótką lekturę. Wiele wyjaśnia.

http://www.psychologiadziecka.org/koszmary-i-leki-nocne-u-dzieci/

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , | 2 Komentarze

Rodzic programista

zielony TV„Podświadomość przyswaja informacje bez przerwy, niezależnie od tego, czy śpimy czy czuwamy. Jest jednak kilka specjalnych momentów, w których zapamiętuje wszystko lepiej.”

I. Majewska-Opiełka

Jakiś czas temu na jednym ze szkoleniu prowadzonym przez autorkę powyższego cytatu dowiedziałam się, że „podświadomość najlepiej programuje się w czasie „stanu alfa”, czyli:

  • przy słuchaniu muzyki barokowej,
  • przed telewizorem,
  • przed zaśnięciem,
  • po obudzeniu,
  • w czasie jazdy samochodem (przy monotonnej jeździe)”

Skoro tak jest, to dużo daje do myślenia, szczególnie w kwestii świadomego, czy też nie „programowania” naszych dzieci. Jak to jest w naszej rodzinie.

Zacznę od muzyki barokowej. Przyznam, że słuchałam jej będąc w ciąży. Może nie codziennie, ale wtedy kiedy czułam taką potrzebę. Teraz pisząc dla Was słucham Vivaldiego. Jeśli chodzi o dzieci, czasem w ciągu dnia włączamy z mężem muzykę klasyczną. Dzieci świetnie się przy tym bawią, tańczą improwizując. Wiele dobrego i złego dla naszej podświadomości może zrobić też to, co słyszymy od innych osób, a szczególnie tych dla nas ważnych. Mam tu na myśli słowa, które słyszą nasze dzieci i my sami. O wadze pozytywnej komunikacji napiszę kolejnego, trzynastego dnia miesiąca w Dzień Dobrego Słowa.

Jeśli chodzi o telewizję. Sama staram się oglądać to, co mnie relaksuje, uczy, wzrusza i świadomie unikam obrazów, które budzą we mnie negatywne emocje. Szczególnie ważne jest to przed snem. Kilka razy zdarzyło mi się zasypiając słyszeć w tle odgłosy kryminalnego filmu, który właśnie oglądał mój mąż i już wiem, że nie był to najlepszy pomysł, bo sen z wojennym scenariuszem ze mną w roli głównej gwarantowany.

Wspólnie z mężem zdecydowanie selektywnie dobieramy dzieciom bajki, zarówno te, które oglądają, jak i te które im czytamy. Jeśli chodzi o bajki w TV, staramy się robić to mądrze również w kwestii czasu ich oglądania. Z Frankiem jesteśmy na etapie „Było sobie życie” i „Byli sobie odkrywcy” (historia T. Edisona najbardziej przypadła do gustu naszemu synkowi). A córeczka uwielbia „Dobranocny ogród” i kultowe „Teletubisie”. Na topie są też proste bajki z udziałem wszelkich zwierzątek. Czasem organizujemy sobie weekendowe rodzinne kino. Są własnoręcznie wykonane bilety, popcorn i pełnometrażowa bajka oglądana w rodzinnym gronie. Bardzo to lubimy nie tylko ze względu na  dobrą zabawę. Domowe kino to wspólnie spędzony czas i  poczucie, że jesteśmy blisko. Wspólne oglądanie TV z dziećmi ma jeszcze inny, bardzo ważny walor, który dobitnie opisuje I. Majewska-Opiełka w „Wychowaniu do szczęścia”: „Łatwość, z jaką dzieci wierzą we wszystko i z jaką programuje się ich podświadomość, ma także ujemny, często tragiczny wymiar. Oglądając filmy, w których spadający z wysokości kot czy pies rozpłaszcza się wprawdzie, ale zaraz podnosi, otrząsa i idzie dalej, próbuje robić to ze swoimi zwierzętami. Gorzej, bo naśladują czasem latające w filmach dzieci czy dorosłych (…) Trzeba wiedzieć, co nasze pociechy oglądają i czym żyją, a tego nie da się zrobić inaczej niż im towarzysząc.”

My i nasze książki. Ostatnio natchniona wspomnieniami z dzieciństwa postanowiłam mojemu niespełna sześciolatkowi przeczytać książkę „Tatuś Muminka i może” T. Janssona. Myślałam, że to będzie wspaniała podróż do krainy wyobraźni zarówno dla mnie, jak i synka. Ups. Pomyłka. Opowieści z pewnością pachniały morską bryzą i przygodą, tylko zapomniałam o jednym, może epizodzie, ale pojawiającym się z niesamowitą siłą emocjonalnych wątpliwości, a nawet lęku bym rzekła. Tym sposobem postawiłam przed sobą wyzwanie wytłumaczenia małemu chłopcu kim jest Buka. Na szczęście moja mamowa intuicja i pomysłowość pozwoliły mi wybrnąć z tej całej przyprawiającej o dziecięcy dreszcz historii. Powiedziałam, że na końcu książki napisane jest rozwiązanie tej zagadki. Otworzyłam więc ostatnią stronę i z powagą w głosie powiedziałam: „Buka to taki cień, po prostu, cień np. drzewa. Jeśli ktoś nie wie czym jest cień, to myśli, że to jakaś dziwna zjawa” Uff. Wystarczyło. Franio już więcej nie pytał mnie o Bukę i spał spokojnie. To zapaliło lampkę w mojej głowie. Z muminkowej przygody wynieśliśmy wiele, ale  najwięcej ja sama. Z pewnością będą to przepiękne fragmenty, które teraz, jako dorosła osoba traktuję jak cytaty. Jeden z nich doskonale oddaje naukę, którą wyniosłam  „Świat pełen jest wielkich, przedziwnych rzeczy, czekających na tych, którzy są na nie gotowi.” Widać mój synek nie był jeszcze gotowy na spotkanie z Buką.

O tym jak to jest u nas z jazdą samochodem napiszę w kolejnym poście. Będzie trochę o roli podświadomości i kilka pomysłów na zabawy z dzieckiem podczas podróży, które u nas się sprawdzają.

 Refleksja dla Was:

  • Zastanówcie się czy to, co oglądacie w TV Wy i Wasze dzieci, to świadomy indywidualny i rodzinny wybór, czy też prawo jednego kanału i działania w stylu „niech coś tam leci”?
  • Czy oglądanie TV w danym momencie i przez określony czas jest tym, co na pewno chcielibyście teraz robić? Pamiętajcie, że wybór należy do Was.

 

Categories: Listy z podróży | Tagi: , , , | 2 Komentarze

Wychowanie przez sen i magia dziecięcej podświadomości

Little child sleeping„Największym dobrodziejstwem, jakie możemy wyświadczyć drugiemu człowiekowi, nie jest ofiarowanie mu naszego bogactwa, ale ukazanie mu jego własnego”

L. J. Suenes

Zaczynam wpis cytatem, który doskonale odzwierciedla to, czego ostatnio rodzicielsko doświadczyłam. Tym samym zaczynam serię wpisów, dotyczących ludzkiej podświadomości i jej niesamowitym znaczeniu w mądrym wychowaniu dzieci.

Czym jest podświadomość? Zdaniem I. Majewskiej-Opiełki to „wielki magazyn pamięci, do którego wchodzi wszystko to, co słyszymy, co mówimy i na co patrzymy, a także myśli i wyobrażenia”. Innymi słowy podświadomość jest jak głęboka studnia bez dna. Im więcej w nią wlejesz, tym więcej otrzymasz. Jakość wypijanej z własnej studni wody zależy wyłącznie od ciebie. To ty decydujesz czym, w jakim czasie i w jaki sposób zapełnisz swoją studnię. Pamiętaj jednak, że za to, co wlewasz do podświadomości swojego dziecka zależy od ciebie, drogi rodzicu. 

Amerykański psycholog Wiliam James zauważył, że największym osiągnięciem współczesnej psychologii jest „wiedza, iż możemy świadomie wpływać na naszą podświadomość. Uważał, że jesteśmy w stanie wprowadzać do podświadomości informacje, które będą nam służyć: wzmacniać te zachowania, na którym nam zależy i osłabiać te niechciane.” (więcej na ten temat przeczytacie w książce „Wychowanie do szczęścia” I. Majewskiej- Opiełki). Podążając tym tropem możemy niejako „programować” podświadomość naszych dzieci, mówiąc, pokazując i ucząc tych rzeczy, które chcielibyśmy, aby się nauczyły. My w domu również staramy się świadomie oddziaływać na podświadomość naszą i naszych dzieci.

Bardzo często, kiedy moje dzieci już zasną głaszczę je po głowie i szeptem mówię do nich dobre słowa o nich samych. Ostatnio było to bardzo szczególne wydarzenie, które wam teraz opowiem.

Nasz pięcioletni synek uwielbia żartować. Zdarza się jednak, że zapędza się w swoich żartach. Widać, że gubi się w tym, co do sytuacji, miejsca, osób, czy czasu trwania. Wiemy, że ma dopiero 5 lat i nadal się uczy i pewno, tak jak my będzie się uczył różnych, innych rzeczy do końca życia. Dziś jednak jest czas na naukę mądrego żartowania. Ostatnio dał popis swojego kabaretowego kunsztu na jednym ze spotkań ze znajomymi. Zwykle z mężem staramy się mu wyjaśniać gdzie są granice dziecięcego żartu, stopując go w odpowiednim, naszym zdaniem momencie. I tym razem też tak było, ale rzeka psikusów, żarcików, śmiesznych min i głośnych okrzyków, z wplecionymi różnego pochodzenia wyrazami nie miała końca. „No nic.”– pomyślałam. „Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość.” Goście poszli, dzieci zasnęły, a ja analizowałam sytuację i moje nastawienie. „Czego takiego dobrego nie zrobiłam dla siebie, że zachowanie synka mnie irytowało?”

Wieczorem, jak zwykle podeszłam do niego, by pogłaskać po głowie i z czułością jakiej jeszcze nie znałam powiedzieć kilka ważnych słów. Tym razem słowa wypowiedziane do synka o nim samym brzmiały jak magiczne przesłanie. Matczyna intuicja mówiła: „Jesteś cudownym, mądrym i dobrym chłopcem. Nie musisz robić tyle, żeby pokazać innym jaki jesteś fajny.” (miałam tu na myśli jego nadmierne żartowanie, ale celowo nie powiedziałam tego głośno) „Ty sam w sobie jesteś wspaniały!” Zwykle w takich sytuacjach nasz synek nic nie odpowiadał i smacznie sobie spał. Tym razem było zaskakująco inaczej. Franio przez sen odpowiedział mi cichutko „I jak żartuję mamusiu, to też jestem wspaniały.”

To było niesamowite doświadczenie. Jego podświadomość wyczuła moją intencję i odpowiedziała mi na moje wątpliwości. „Mamo, wypadasz z naszej łódki, rzucam ci koło ratunkowe.”– powiedziałby pewno w tym momencie nasz synek, patrząc na rodzinną misję. Nie powiedział, ale pomyślał i tym samym rzucił mi porządny ponton w postaci swojej krótkiej, ale niezwykle cennej odpowiedzi.

Teraz jestem spokojna. Kocham mojego synka takim, jakim jest. Kocham jego wyjątkowe, może czasem dla mnie niezrozumiałe poczucie humoru. Nadal będę go uczyć mądrego, adekwatnego do miejsca i sytuacji żartowania, ale już z zupełnie innym nastawieniem.

Refleksja dla Was:

Kiedy Wasze dzieci już zasną, spróbujcie dziś wieczorem powiedzieć im kilka świadomych, dobrych słów. Tym samym ukażecie im cytowane na początku mojego wpisu „bogactwo, jakim same są.”

Categories: Listy z podróży | Tagi: , | 9 Komentarzy

Blog na WordPress.com.