Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie

Jak pomóc dziecku zrozumieć konstruktywne „nie”

no-276644__180„Dziecka nie da się rozpieścić dawaniem mu za dużo tego, czego naprawdę potrzebuje. Rozpieszczone dzieci to te, które nie potrafią zaakceptować słowa „nie”. Liczą, że ich życzenia będą natychmiast spełnione i zachowują się roszczeniowo. Jednak tak rozwijają się tylko te dzieci, które dostają za dużo tego, co nie potrzebne.”

Jesper Juul

Ostatnio pisałam o rodzicielskiej asertywności i o tym jak ważne jest wychowanie dziecka w poczuciu, że ono samo i inni ludzie posiadają pewne granice. Prawdziwa asertywność jest wtedy, kiedy świadomie wpuszczamy przez te granice sytuacje i słowa, wyrażając tym samym zgodę lub świadomie mówimy im nie. Niezbędne do tego jest poczucie własnej wartości.

 Dziś o tym jak pomóc najmłodszym wyrażać swoją asertywność.

Oto kilka wskazówek, które postarałam się zebrać w całość i usystematyzować.

  1. Regularnie „dokonuj wpłat” na konto emocjonalne swojego dziecka. Spędzajcie razem czas, dużo rozmawiajcie. Zauważaj swoje dziecko, pokazuj mu, jakie jest ważne i wyjątkowe. W codziennych sytuacjach zamieniaj krytykę na zachętę. Mów pozytywnym językiem. Okazuj wdzięczność. Takie „wpłaty” pozwolą dziecku spokojniej zrozumieć konstruktywne „nie”, w sytuacjach trudnych.
  2. Bądź asertywny. Dawaj dobry przykład. Pamiętaj, że dzieci niezwykle szybko uczą się przez naśladowanie.
  3. Rozróżniaj prawdziwe potrzeby od kaprysów dziecka, ale nie lekceważ dziecięcego zdania. Pomóż zrozumieć mu jego własne potrzeby.
  4. Podczas rozmowy bądź autentyczny i szczery.
  5. Zadbaj o atmosferę szacunku i wewnętrzny spokój. Jeśli jesteście wzburzeni, odczekajcie chwilę, aż emocje ostygną.
  6. Stosuj zasady empatycznej i skutecznej komunikacji:

– opisz co widzisz,

– powiedz, co czujesz,

– określ oczekiwania i swoje potrzeby związane z tematem rozmowy,

– uzasadniaj swoje zdanie w oparciu o wcześniej ustalone z dzieckiem zasady.

Staraj się używać komunikatów JA. Unikaj tonu rozkazującego. Możesz powiedzieć: „zależy mi na tym, żebyś …..”.

  1. Daj wybór, zachęć dziecko do zaproponowania alternatywnego wyjścia w oparciu o zasadę wygrana- wygrana.
  2. Pamiętaj, że człowiek uczy się przez całe życie, umiejętności przyjmowania i formułowania „nie” również.

Powodzenia.

 

 

Reklamy
Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: | Dodaj komentarz

Bank komplementów

Ostatnio w ”Dużym Formacie” ukazał się ciekawy artykuł Renaty Redłowskiej o wdzięcznym tytule ”Czułe słówka”.  Natrafiłam na niego na FB u Iwony Majewskiej- Opiełki. Swoją drogą, może to właśnie jest podświadomość zbiorowa? To co przeczytałam zainspirowało mnie do przemyśleń na temat komplementów w kontekście wychowania. Dziś Dzień Dobrego Słowa i dzielę się tym z Wami. Być może to, co przekażę zachęci kogoś do refleksji nad samym sobą, a wasze przemyślenia przekażecie dalej. I tym sposobem więcej osób powie dziś miły, trafny komplement bliskiej osobie lub nieznajomemu napotkanemu na ulicy.

Polacy w swoim kulturowym obyciu z codziennością raczej rzadko spontanicznie prawią sobie komplementy. Z trudem przychodzi nam też przyjmowanie pozytywnych informacji na własny temat. Oczywiście nie ma co generalizować, poza tym wszystko można zmienić i działając we własnym zakresie ulepszać małe składowe całości. Bywa też tak, że po usłyszeniu jakichś miłych słów dotyczących naszego wyglądu, umiejętności czy wykonanej pracy dziwnym sposobem umniejszamy ich wartość, tłumacząc rozmówcy jak to ”piękna sukienka, w której zgrabnie wyglądamy” jest zupełnie przypadkowym zakupem. Może czasem warto powiedzieć po prostu ”dziękuję, też mi się podoba”.

Dlaczego o tym piszę? Dlaczego uważam, że ważne jest pielęgnowanie w sobie daru komplementowania innych i  umiejętność radosnego przyjmowania komplementów?

Pisałam Wam już kiedyś o wychowaniu przez modelowanie. Jak wiecie dzieci idealnie kopiują nasze zachowania, mówienie pozytywnym językiem i komplementowanie innych również. Znam ten stan, bo mój Synek zachwyca mnie czasem swoimi niespodziewanymi strzałami z „karabinu miłości”. Już jako trzylatek potrafił pięknie skomplementować nową, kolorową bluzkę Mamy, z adekwatnym uzasadnieniem, jak to ładnie dziś wyglądam właśnie w tym kolorze. Pamiętam, jak kiedyś podczas jednej z wizyt u rodziny, jako pierwszy dostrzegł drobne zmiany wystroju wnętrz  babcinego domu. Komplementował ich ciekawy wygląd, czy praktyczne zastosowanie, z podkreśleniem ogromnej pomysłowości właścicielki.

Dziś zastanawiam się skąd w nim taka umiejętność i łatwość. Pewno wiele wynika z dziecięcej naturalności i beztroskiego zachwytu nad każdym napotkanym kamykiem. A może to wynik obserwacji rodziców i kopiowania pewnych zachowań?

Przyznam, że posiadam ogromną łatwość dostrzegania w innych dobra, piękna i spersonalizowanej wyjątkowości. Staram się otwierać na ludzi. Lubię się im przyglądać, wyłapywać perełki i głośno mówić ich właścicielom, że są posiadaczami takiego skarbu, bez względu na to, czy jest to starannie wykonana fryzura, pasująca do codziennego looku, a może dar empatycznego słuchania, fascynującej opowieści, czy odróżniający się od innych zmysł estetycznego podawania posiłków. Wszystkie te małe kwiatki powodują, że każdy z nas jest jak piękny bukiet różnorodnych umiejętności i wielobarwnej urody. Jedno jest pewne- kwiatki te podlewane dobrym słowem i okraszone sympatycznym uśmiechem wzrastają, rozkwitają i powodują, że każdy z nas w swojej niepowtarzalności i unikatowym JA  upiększa codzienność i świat wokół.

Bardzo często mój synek dopytuje kim jest osoba, której powiedziałam coś miłego i dlaczego to zrobiłam. To wspaniałe, naturalne momenty na mądre rozmowy z dzieckiem o życiu. Warto chwytać takie chwile, są cenniejsze niż miliony przeczytanych książek i przede wszystkim Wasze. Pamiętajcie też, że jak to z wychowaniem w różnych aspektach bywa, wszystko, mówienie komplementów i umiejętność ich przyjmowania również, jest w fazie wzrostu i będzie jeszcze długo, zanim nasze dzieci staną się dojrzałymi, dorosłymi Ludźmi. Warto już dziś o tym pamiętać i pielęgnować takie „kwiatki”.

Refleksja dla Was:

  • Czy potraficie mówić komplementy bliskim lub nieznajomym osobom?
  • Czy robicie to szczerze i konkretnie?
  • Czy rozmawiacie z dziećmi na temat mówienia komplementów i ich przyjmowania?

Rodzinna zabawa dla Was:

”Bank komplementów”

Celem zabawy jest nauka mówienia i przyjmowania komplementów.

W zabawie mogą brać udział wszyscy członkowie rodziny. Przygotujcie karteczki z numerkami, np. 1-3, lub w określonych trzech kolorach. Papierki wrzućcie zwinięte do pojemnika. Każdemu z numerków przyporządkowana jest kategoria, z jakiej osoba będzie mówiła komplement komuś innemu. Możecie posłużyć się narysowanymi symbolami.

Przykładowe kategorie: charakter, wygląd, umiejętności. W przypadku młodszych dzieci możecie zastosować prostszy wariant gry, pozostawiając wygląd i umiejętności (co potrafię zrobić dobrze?). Starsze dzieci można zachęcić do wymieniania również pozytywnych cech charakteru. Pamiętaj, aby najpierw sprawdzić, czy dzieci rozumieją znaczenie tych kategorii, podać konkretne przykłady komplementów.

Propozycja pochodzi z artykułu mojego autorstwa, który ukazał się w maju, na łamach czasopisma ”Bliżej przedszkola”.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , | 3 Komentarze

Wychowawcze wyzwania i 4 kroki proaktywnej rozmowy

Czasem zdarzają się sytuacje, które stanowią dla nas nie lada wyzwanie wychowawcze. Czasem obserwując swoje dziecko czujesz, że coś je trapi, widzisz jego zachowanie, za którym kryje się mnóstwo emocji, potrzeb i przeżyć. Tysiąc galopujących myśli nie daje Ci spokoju. Chcesz pomóc. Nie wiesz jak.

Rozmawiaj, pytaj, towarzysz, bądź blisko, ale przede wszystkim uważnie słuchaj. Nie radź, jeśli to możliwe. Postaraj się tak pokierować rozmową, aby Twoje dziecko samo doszło do prawdy, która jest w nim. Pomóż mu zrozumieć to, co się z nim dzieje. Pomóż odnaleźć drogę, poszukać rozwiązania.

Jak rozmawiać wówczas z dziećmi? Oto kilka wskazówek, które zrodziły się w mojej głowie przede wszystkim z doświadczenia bycia rodzicem, pedagogiem i człowiekiem, który świadomie pracuje nad sobą w zakresie radzeniem sobie z wychowawczymi wyzwaniami. Zatem:

1. Zanim zaczniesz rozmawiać zadbaj o atmosferę uważności oraz intymności. To Wasz czas, bez telefonów i robienia tysięcy rzeczy między jednym a drugim zdaniem.

1. Wysłuchaj z uwagą, tego, co opowiada o danej sytuacji Twoje dziecko. Dopytuj, parafrazuj (nazwij to, co usłyszałeś bez oceniania).

2. Pomóż dziecku określić jakie uczucia pojawiły się u niego w związku z sytuacją, która go spotkała. Pomóż mu zdefiniować jego potrzeby. Bądź wyrozumiały, możesz użyć sformułowań np. rozumiem, że byłeś…., czułeś się…, rozumiem, że potrzebujesz…

3. Wspólnie z dzieckiem poszukajcie rozwiązania tej sytuacji. Wysłuchaj propozycji dziecka i wspieraj go w wyborze dobrego wyjścia. Jeśli dotyczy to relacji z drugim człowiekiem, zachęć do mądrej konfrontacji. Towarzysz w rozmowie (jeśli jest to małe dziecko) i poprowadź ją tak, aby zmierzała do rozwiązania w oparciu o zasadę „wygrana-wygrana”.

4. Na koniec pozwól dziecku zastanowić się nad tym, czego dobrego nauczyło się doświadczając tego, co go spotkało.

Takie rozmowy uczą nie tylko proaktywnego spojrzenia na wyzwania, ale pokazują czym jest pozytywne myślenie w wydawałoby się najtrudniejszych sytuacjach.

Dzięki nim sprawisz, że Twoje dziecko zdobędzie umiejętność wyciągania wniosków. Zachęcisz go tym samym do poszukiwania dobrych rozwiązań sytuacji, które napotyka w codziennym życiu (w domu, w szkole, na boisku, w piaskownicy, w relacjach z rówieśnikami i dorosłymi, a także w odniesieniu do własnych reakcji w stosunku do tzw. „złośliwość rzeczy martwych” 😉 A jeśli nic już nie pomaga zawsze możesz powiedzieć „gdybym miał czarodziejską różdżkę wyczarowałbym teraz dla Ciebie…”. Małe dzieci uwielbiają takie rozwiązania i podróż do krainy wyobraźni. U nas idealnie się sprawdza, a szczególnie w sytuacjach np. chcenia natychmiastowego posiadania różnych rzeczy, gdy inne argumenty i wyjaśnienia nie wystarczają 😉

Do dzieła! Powodzenia!

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , | 2 Komentarze

Cud pozytywnego języka

DSC_0008„Pozytywny język wprowadza milszy nastrój, łagodzi oceny i nie niszczy entuzjazmu potrzebnego do działania”

I. Majewska- Opiełka

Dziś kolejny 13 dzień miesiąca. Piszę zatem o dobrym słowie w kontekście pozytywnego myślenia i programowania podświadomości. Podzielę się z Wami tym, co napisałam kiedyś na ten temat w komentarzu na blogu IMO.

Sztuka mówienia i myślenia pozytywnego w naszym społeczeństwie, które niestety raczej na co dzień dźwiga na plecach wielką etykietę z napisem „Jestem pesymistą”, to niezłe wyzwanie. Sama pracuję nad tym od kilku lat i muszę powiedzieć, że warto, bo widzę efekty moich starań. Opowiem Wam o moim doświadczeniu związanym z pozytywnym wyrażaniem myśli. Napiszę jak to u mnie się zaczęło i jakie dorodne owoce zbieram teraz, po kilku latach pracy nad sobą w tym kierunku.

Moja przygoda z pozytywnym mówieniem zaczęła się 10 lat temu. Wówczas będąc jeszcze na studiach po raz pierwszy zetknęłam się z metodą „Porozumienia bez przemocy” M. B. Rosenberga. Od tej pory staram się mówić językiem żyrafy, choć nie ukrywam, że czasem zdarza mi się obudzić w sobie takiego małego szakala, który rani słowami szczególnie bliskie osoby.

Obserwując pod tym kątem siebie i innych zauważyłam, że posiadając umiejętność mówienia pozytywnym językiem, dajemy im siłę do życia, do przezwyciężania własnych słabości, stawania się lepszym człowiekiem. W efekcie sami zaczynamy dostrzegać, że ludzie obcujący z nami zaczynają tak jak my mówić do nas i do innych „językiem żyrafy”. To cudowne i wielkie wydarzenie, kiedy słyszysz i czujesz, że rodzi się kolejna uśmiechnięta dusza. Może to być przyjaciel, ktoś z rodziny, z pracy, a nawet obcy nam człowiek napotkany na ulicy, z którym zamienisz zaledwie kilka zdań.

Muszę przyznać, że szczególnie ważne jest to w przypadku dzieci, nie tylko dlatego, że są bardziej wrażliwe i intuicyjne niż my dorośli, ale również przez fakt, że to one kiedyś będą uczyły pozytywnego mówienia przyszłe pokolenia, kiedy nas już dawno na świecie nie będzie. Cieszę się, że dane mi jest dostrzegać te pozytywne przemiany w małych głowach, bo sama uczę w szkole i wychowuje własne dzieci. Nawet nie wiecie jak wiele szczęścia dają człowiekowi chwile, kiedy własne czteroletnie dziecko z empatią w głosie mówi do Ciebie-„Widzę, że jesteś smutna, pewno się zmęczyłaś. Wiesz mamuś, ja też smucę się kiedy ty się smucisz. Ale nie martw się pomogę ci się rozweselić, może pobudujemy coś z klocków?”

Pozytywne nastawienie do siebie i świata, a tym samym pozytywne wyrażanie myśli DZIAŁA. Jestem na to żywym dowodem. Potrafi zdziałać cuda również w stosunku do uczniów i to nie tylko w relacjach na płaszczyźnie wychowawczej, ale pomaga w edukacji. Uczeń, którego pozytywnie nastawimy do nauki, ma siłę małymi kroczkami przezwyciężać własne słabości nawet te, które wynikają z jego psychofizycznych dysfunkcji. Myślę, że to dobre uzasadnienie tego, dlaczego np. spisując z uczniami chociażby kodeks klasowy powinniśmy pisać w pozytywny sposób, unikając wyrażenia „nie”, np. zamiast ”Nie wolno bić, gryźć, szarpać kolegów”, warto napisać „Bawimy się zgodnie” lub „Szanujemy się”– to już dla starszych. Oczywiście uprzednio wyjaśniając uczniom co to znaczy szacunek, zgodna zabawa itd. (przepraszam za powyższą szkolną dygresję, ale właśnie włączyła się w mojej głowie funkcja „nauczyciel„ 😉

Co do umiejętności przeformułowania wyrażanych myśli, w których aż świerzbi język, żeby powiedzieć „nie”, moja przygoda zaczęła się gdy dane mi było uczyć chłopca z autyzmem, którego ekscytowało stosowanie przez innych właśnie w ten sposób skonstruowanych wyrażeń w zdaniu. W sytuacji, gdy uczeń gryzł sobie rękę mówiłam więc „ładne ręce”, zamiast „nie wolno się gryźć”. Pewnego dnia zwyczajnie zapomniałam i użyłam sformułowania „nie gryź ręki”. Zostało to oczywiście natychmiast wychwycone przez mojego ucznia, który stał nade mną gryzł się po rękach i krzyczał-„powiedz nie wolno gryźć!”. Chcąc naprawić swój błąd terapeutyczny powiedziałam magiczne słowa-„ładne ręce”, na co w efekcie mój sfrustrowany uczeń rzucił się na mnie z rękami, chcąc siłą zmusić mnie, żebym powtarzała ulubione przez niego zdanie. Sytuacja skończyła się pozytywnie, nie złamałam się i ugasiła pożar, ale była to dla mnie niezła szkoła, która pozwoliła mi tak bardzo obrazowo, wręcz dosłownie na własnej skórze zrozumieć sens pozytywnego wyrażania myśli. Po dzień dzisiejszy dziękuję rodzicom mojego ucznia, że miałam możliwość być jego nauczycielem, bo dzięki temu stałam się lepszym nie tylko terapeutą, ale i człowiekiem. Tak wiele możemy nauczyć się od innych i to bardzo często więcej od tych, którzy pozornie wydawaliby się „słabsi” od nas.

Z moich doświadczeń mogę powiedzieć również, że niezwykle cenna jest też możliwość uczenia się umiejętności pozytywnego wyrażania myśli od innych, którzy ją już posiedli, przynajmniej w stopniu o krok większym niż my sami. W moim przypadku, takimi osobami stały się w wymiarze wirtualnym Pani Iwona Majewska-Opiełka, a wymiarze „namacalnej codzienności” mój mąż. Jeśli zaczynam marudzić, mówić negatywnie o innych, on jak dobry nauczyciel, mentor bym nawet rzekła sprowadza mnie na ziemię, wyjaśnia prawdopodobne motywy cudzych działań, dzięki czemu pozwala mi ujrzeć tą sytuację w innym świetle, jakby jaśniejszym i bardziej pozytywnym.

Na zakończenie myślę, że warto obdarowywać innych tym niezwykłym skarbem jakim jest pozytywne nastawienie do życia i umiejętne, pozytywne wyrażanie własnych myśli. Warto też słuchać innych ludzi, być bacznym obserwatorem rzeczywistości i dostrzegać ten wielki uśmiech na duszy ludzi, który potrafią w sposób pozytywny wyrażać rzeczywistość wokół nas, nawet gdy innym wydaje się szara, brzydka i bez sensu. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy odważą się wziąć do ręki pędzel pozytywnego myślenia i z kolorowej palety własnych możliwości namalują wielki uśmiech na własnej duszy. Miłego Dnia Dobrego Słowa dnia 🙂

Refleksja dla Was:

  • Spróbujcie dziś wsłuchać się w to jak mówicie. Czy w waszym codziennym języku nie ma zbyt wielu negatywnych sformułowań? Postarajcie się dziś zamiast negatywnego „nie …” powiedzieć coś pozytywnego, ale przekazać to, na czym Wam zależało.

Polecam lekturę:

  • I. Majewska- Opiełka „Psychologia pozytywnej komunikacji. Jak mówić by nas słuchano”, GWP 2012.
  • Marshall B. Rosenberg „Porozumienie bez przemocy. O języku serca”, Czarna Owca 2011

 

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: | 8 Komentarzy

Odcienie miłości

SONY DSC„Miłość jest przede wszystkim zasłuchaniem w ciszy. Kochać to rozpamiętywać”

Antoine de Saint- Exupery

Zaczynam więc moje rozpamiętywanie. Kończy się Dzień Dobrego Słowa, jutro Święto Zakochanych, stąd tytuł mojego postu. Napiszę, jak brzmi  słowo kocham w moich ustach i wyjaśnię, dlaczego miłość ma wiele smaków, odcieni, czy możliwości. Każdy z nich ma dla mnie inne znaczenie, swoisty kod w konkretnym kolorze.

Biel, jej oślepiający blask i niepowtarzalność. Zacznę od miłości do Boga, która dla mnie ściśle wiąże się z miłością do samego siebie. Na myśl przychodzą mi tu słowa Fromma, który nie tylko wyjaśniał czym jest biblijna sentencja „Kochaj bliźniego, jak siebie samego”, pisał też, że „miłość do innych i miłość do samego siebie nie wykluczają się. Wprost przeciwnie- kochającą postawę wobec siebie można znaleźć u wszystkich tych, którzy są zdolni do kochania siebie.” Ostatnio czytałam piękny tekst składający się z fragmentów Pisma Świętego. Znalazłam w nim wiele mądrości, a przede wszystkim jeszcze większe poczucie, że jestem kimś wyjątkowym, niepowtarzalnym i wielkim. Tym samym miłość do siebie samego, a na jej postawie miłość do bliźnich, brzmi w moim sercu jeszcze pełniej i wyraźniej. Pozwoliłam sobie zacytować Wam fragment tego teksu.

„Moje dziecko!
Może mnie nie znasz ale ja wiem o Tobie wszystko (Psalm 139,1)
Wiem, kiedy siadasz i kiedy wstajesz (Psalm 139,2)
Znam Twoje ścieżki (Psalm 139,3)

Nawet Twoje włosy na Twojej głowie są policzone (Ew. Mateusza 10,29-31)
Ponieważ zostałeś stworzony na mój obraz (1 Moj. 1,27)
We mnie żyjesz, poruszasz się i Jesteś (Dz. Apostolskie 17,28)
Znałem Cię jeszcze zanim się począłeś (Jeremiasza 1,4-5)
Wybrałem Cię gdy zaplanowałem stworzenie świata (Efezjan 1,11-12)

Cieszę się Tobą ze śpiewem (Sofoniasza 3,17)
Nigdy nie przestanę Ci dobrze czynić (Jeremiasza 32,40)
Ponieważ Jesteś moim drogocennym dzieckiem (2 Moj. 19,5)

Kocham Cię!
Twój Tato – Bóg wszechmogący”

Źródło: http://kechnt.pl/list/

Skoro Bóg jest miłością, a człowiek stworzony jest na jego obraz i podobieństwo, to człowiek jest również miłością, z sobie tylko znaną niepowtarzalnością i olśniewającym blaskiem.

Kilka dni temu nasz synek spytał mnie „Wiesz mamo, kogo kocham najbardziej?” „Nie wiem Franeczku, może mamę?”– odpowiedziałam. Do tej pory zwykle to ja byłam największą miłością jego życia. Tym razem było inaczej. Po chwili usłyszałam zupełnie inną, zaskakującą odpowiedź: „Nie mamusiu, siebie, siebie kocham najbardziej na świecie.” To było piękne, prawdziwe i wielkie. Podeszłam do niego i mocno przytulając powiedziałam „To wspaniale. Bardzo się cieszę, że tak siebie kochasz synku.” Po czymś takim wniosek w głowie tylko jeden- nasza rodzinna łódź płynie w dobrym kierunku, pomimo napotykanych sztormów nie zboczyliśmy z wyznaczonej trasy, a to duża zasługa kompasu naszych wartości- działa bez zarzutów J

Czerwień i morze emocji, czyli miłość partnerska. Dla mnie miłość ta wiąże się z niesamowitym nasyceniem uczuć, począwszy od radości, swoistej euforii, po zazdrość, smutek, żal, a nawet złość. W czerwieni jest też miejsce na spokój i uczuciowe constans, no ale czym byłaby miłość kobiety i mężczyzny bez tych wzburzonych, purpurowych namiętności. Jakby to powiedział Pavese „Trochę ognia, trochę lodu czyni miłość trwałą”. Na wszystko jest czas i miejsce. Jeśli miłość między dwojgiem ludzi sprawia, że każdy z osobna rozkwita w byciu sobą, to najcudowniejsze uczucie na świecie. Jeśli dwoje kochających się ludzi ma dzieci, to najcenniejszym skarbem, który mogą przekazać im w spadku jest wzajemna miłość i szacunek. Szczęśliwe kochane kobiety są wspaniałymi matkami, a spełnieni, kochani mężczyźni cudownymi ojcami. Tak jest.

Błękit, jak niebo bez granic i ocean bez dna, czyli miłość rodzicielska. Miłość do dziecka nie zna końca, ale potrafi wytyczać granice, kierując się mądrością w wychowaniu, wybacza, jest blisko, wspiera i ogrzewa swoim niepowtarzalnym ciepłem, tak jak słońce, dzięki któremu żyjemy. Każdy, kto doświadczył w swoim życiu takiej miłości doskonale wie, o czym teraz piszę i z pewnością dopisałby w tym miejscu jeszcze kilka linijek, stron, czy tomów. Swoją drogą pięknie byłoby gdybyśmy kochali siebie samych taką miłością, jak kochamy nasze dzieci. Łatwiej byśmy sobie wybaczali i bardziej o siebie dbali. Kilka lat temu przeprowadziłam bardzo ciekawe badania wśród dzieci w wieku od 5 do 7 lat. Chciałam poznać ich zdanie na temat kwestii powstawania życia ludzkiego. Innymi słowy starałam się dowiedzieć, w jaki sposób dzieci rozumieją proste pytanie „skąd się wziąłem?” Oczywiście większość z nich na początku wyjaśniała, że po prostu z brzucha, było też kilka kapust i bocianów, co przynoszą niemowlęta. Kiedy jednak zaczynałam dociekać z czego, tak naprawdę powstaje nowe życie, okazało się, że wiele pytanych dzieci z niezwykłym przejęciem i szczerością odpowiadała, że „z miłości”.  To piękne i wiele wyjaśnia. Skoro rodzimy się z miłości, to każdy z nas, mały i duży ma niejako zapisane w swoim kodzie genetycznym niepowtarzalne prawo do tego, żeby być kochanym.

Wielobarwność na różnych płaszczyznach i wymiarach. Miłość ma wiele, barw i wiele odcieni. Dla mnie miłość to nie tylko namiętne „kocham cię” wypowiedziane z ust mężczyzny do kobiety, czy niesamowita bliskość i więź pomiędzy dziećmi a rodzicami, którą czuć z daleka. Można kochać również przyjaciół i wiele innych osób, którzy są lub byli dla nas ważni i w różny sposób im to okazywać, pamiętając jednak o wadze tego słowa. Dla mnie to kolejny, bardzo ważny wymiar miłości i wewnętrzne przekonanie, że słowo „kocham” nie jest na wyłączność tylko dla Boga, Ojczyzny, czy Rodziny.

Refleksja dla Was:

  • Zastanówcie się komu w Waszym życiu możecie powiedzieć „Kocham Cię”. Prawdziwa miłość do drugiego człowieka jest bezinteresownym uczuciem. Kochamy za to, że po prostu ktoś jest, a nie za to co, może nam dać. Warto jednak czasem zastanowić się, co takiego wspaniałego osoby te wniosły, bądź wnoszą w Wasze życie, za co jesteśmy im wdzięczni. Warto im to powiedzieć lub choćby napisać list z wyrazami wdzięczności. Może będą to Wasi partnerzy, dzieci, rodzice, przyjaciele, a może jeszcze ktoś inny, dla Was ważny?
  • Polecam Wam krótką, ale pełną ciepłych refleksji lekturę: Anselm Grün „Mała książeczka o prawdziwej miłości”.
Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: | 2 Komentarze

Magiczne „poczekaj”, czyli uczymy się cierpliwości

DSC_6745Umiejętność czekania ściśle wiąże się ze zrozumieniem, czym tak na prawdę jest cierpliwość i co oznacza magiczne „poczekaj”. Okres przedświąteczny to doskonały czas na ćwiczenie  tej umiejętności. Dzieci wówczas pieczołowicie przeliczają łakocie w swoich adwentowych kalendarzach, odliczając tym samym dni do Świąt Bożego Narodzenia. Cierpliwie czekają na Mikołaja i wymarzone prezenty.

A jak jest z tym czekaniem na co dzień? Nam dorosłym czasem trudno zrozumieć co magiczne „poczekaj” oznacza. Tym samym bywa, że ciężko jest cierpliwie czekać na coś dla nas ważnego: podwyżkę, miłe spotkanie, urlop, na wymarzone wakacje itp. Mam wrażenie jednak, że trudniej jest nam zrozumieć czym jest cierpliwość dla takiego kilkulatka, czy nastolatka.

Cierpliwość wiąże się z magicznym słowem „poczekaj” często nadużywanym przez nas rodziców, przez co traci na swojej ważności i w sytuacji kiedy „poczekaj” rzeczywiście jest potrzebne, nie ma żadnego znaczenia. „Mamo pobaw się ze mną.”– prosi córeczka. „Poczekaj”-mówi mama. „Tato, tato, a w szkole to….”– mówi, przerywając tacie rozmowę przez telefon synek. „Nie teraz”– słyszy wypowiedziane nerwowym tonem chłopiec. Pewno byliście świadkiem podobnych rozmów i pewno i wam samym czasem zdarza się rozrzutnie traktować to słowo.

Co właściwie znaczy magiczne „poczekaj, zaraz”, które słyszą dookoła nasze dzieci, bliskie nam osoby? Nadużywane może zdziałać więcej złego, niż dobrego. Zanim się nie obejrzysz usłyszysz w odpowiedzi na swoją prośbę o posprzątanie zabawek, odrobienie pracy domowej, wykonanie jakieś czynności z ust własnego dziecka, partnera „poczekaj, zaraz, nie teraz, później, itd.”

Jak to zmienić, zamienić? „Przesunąć paradygmat postrzeganie własnej rzeczywistości.” Zmienić własny sposób postrzegania tej rzeczywistości, zmienić sposób mówienia, uzasadnić swoje „poczekaj”. Świadomość tego na co i po co się czeka, określony mniej więcej czas uczy czekania i pozwala zrozumieć czym jest cierpliwość. Co więcej uczy przewidywania, planowania, wywiązywania się z obietnic tych postawionych sobie i innym. 

Wskazówki dla rodziców:

  • Używaj słowa „poczekaj” z rozwagą, umiarem i w sytuacjach ważnych.
  • Określaj czas trwania czekania, uzasadniaj. W przypadku dzieci znających już określenia czasowe warto posługiwać się zegarem, porami. W przypadku maluszków używaj konkretnych czynności np.  „po obiedzie”, „jak posprzątasz zabawki”, „jak zmyję naczynia”. Im młodsze dziecko, tym bardziej obrazowe uzasadnienie.
  • Poproś dziecko, aby używając wyrażeń „poczekaj, zaraz, za chwilę” określało konkretnie kiedy, podobnie jak robicie, to wy, w wyżej opisanej wskazówce, np. „jak zbuduję wieżę z klocków”, „jak posłucham tej piosenki”, „jak dokończę rysować ten obrazek”. Pamiętaj przy tym, aby uczyć dziecko, że „zaraz” nie trwa wiecznie i jest po to, żeby dokończyć daną czynność.
  • Pracując w domu możesz posłużyć się minutnikiem, ustawiając czas na wspólną zabawę i czas przeznaczony na czynności, które wykonujecie samodzielnie. Zacznij od kilku minut w przypadku dziecka w wieku około 3 lat, stopniowo zwiększaj czas przeznaczony na indywidualną zabawę i twoją pracę.
  • Opowiadaj, podawaj przykłady i rozmawiaj. W ramach wieczornego czytania bajek możesz opowiedzieć wymyśloną historię o  przygodzie z czekaniem, przeczytać opowiadanie na ten temat lub pobawić się z dzieckiem w teatr cieni.
  • Bądź konsekwentny i dotrzymuj danego słowa. Jeśli obiecujesz, że pobawisz się z dzieckiem jak skończysz gotować obiad, to niech tak będzie.
  • Ćwicz umiejętność czekania w zabawie. Zaproponuje grę planszową, zabawę ruchową, naprzemienne wykonywanie czynności przez rodzica i dziecko.

A co dla nas rodziców znaczy magiczne „poczekaj”? Dla mnie to ćwiczenie cierpliwości w odnośniu do dzieci. Osobista afirmacja w tym zakresie brzmi: „Jestem cierpliwa i spokojna, panuję nad swoimi emocjami.” Takie powtarzane afirmacje programują podświadomość, na skutek czego nasze działania, zachowania, decyzje zaczynają zmierzać ku temu, co sobie założyliśmy. Spróbujcie Kochani, bo warto.

W tym przedświątecznym okresie wszystkim rodzicom życzę dużo cierpliwości, a dzieciom radości z oczekiwania.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , , | Dodaj komentarz

Wychowanie przez wyjaśnianie

???????????Czas na ostatnią część prezentowanych przeze mnie modeli wychowania, z którymi spotkałam się w literaturze. Pisałam już o źle rozumianym autorytecie rodzica, opartym o siłę. Dziś krótko wspomnę o drugim modelu. Więcej napiszę o „indukcji”, moim zdaniem wartościowym podejściu do kształtowania charakterów dzieci. Czwarty, NASZ model wychowania przedstawię następnym razem.

W drugim wspominany przeze mnie modelu stosuje się tzw. „wycofywanie miłości”. Występuje wówczas, gdy rodzice chcąc uzyskać od dziecka pożądane zachowanie stosują gniew. W swoich wypowiedziach często używają sformułowań typu „nie lubię cię, gdy tak się zachowujesz” lub nie chcą rozmawiać z dzieckiem. Pozbawianie dziecka miłości nie powoduje pozytywnego kształtowania jego charakteru i umacniania go w tym, co dobre. Wręcz przeciwnie, obniża to jego poczucie własnej wartości i wykształca w dziecku mechanizmy sprowadzające się do zachowań, którymi pragnie zasłużyć sobie na miłość ważnej dla niego osoby. A przecież dziecko kocha się miłością bezwarunkową.

Autorem trzeciego modelu wychowania jest Martin Hoffman. Model ten nazywany „indukcją” istotne jest wyjaśnianie dziecku prawdziwych powodów, dla których dane zachowanie chcielibyśmy w nim wykształcić. Badania potwierdzają, że wyjaśnianie połączone z szacunkiem do dziecka powoduje trwałe wykształcenie określonych cech charakteru, nawyków. Wówczas zachowania, których uczymy dziecko występują nie tylko w obecności rodzica, a to już pierwszy, ogromny krok do odpowiedzialności i samodzielności w podejmowaniu decyzji. Wyjaśniając powodujemy, że dziecko nie skupia się na sankcjach, które grożą mu za dane zachowanie lub nagrodach, które na niego czekają. Skupia się wówczas na zrozumieniu i akceptacji wartości, które jako rodzice chcemy mu przekazać. „Indukcja pomaga dziecku przyjąć proponowane nawyki i normy moralne jako własne.” W modelu tym istotne jest uświadamianie dziecku skutków jego zachowań.” Takie wyjaśnianie pozwala rozwinąć w małym człowieku troskę o innych”, a jednocześnie dostarcza odpowiedzi na dziecięce pytanie dlaczego mam się tak, a nie inaczej zachować? 

Pamiętajmy jednak przy tym o dostosowaniu naszej wypowiedzi do wieku dziecka i o wiarygodnym, konkretnym uzasadnianiu. Nie chodzi tu o stosowanie argumentów w stylu „nie, bo nie…”. Chodzi o jasne precyzowanie przyczyn i skutków. Ze starszymi dziećmi, już od około 4-5 roku życia warto rozmawiać tak, aby  same potrafiły wyciągać wnioski ze swoich zachowań i uczyły się przewidywać skutki pewnych sytuacji.

W naszej rodzinie pięknie widać efekty takich wyjaśniających rozmów z synkiem. Szczególnie cieszy fakt przejmowania przez niego ważnych zasad, które staramy się w im zaszczepić i stosowania ich w sytuacji, kiedy nie ma nas przy nim. Ostatnio synek opowiadał nam, jak tłumaczył bijącemu koledze co znaczą słowa „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”.  Cudownie jest patrzeć jak dziecko wzrasta.

Refleksja dla Was:

Poćwiczcie z dzieckiem umiejętność przewidywania i dostrzegania konsekwencji różnych decyzji. Z młodszymi pobawicie się w zabawę  „Magiczna kula”, dzięki której przewidzicie przyszłość. Ze starszymi dziećmi możecie pobawić się w niedokończone zdania „Co by było gdyby…” Wymyślajcie naprzemiennie różne sytuacje, zarówno te, które będą miały pozytywne, jak i negatywne konsekwencje.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , | Dodaj komentarz

Komunikacja między dziećmi i nie tylko, czyli „wygrana-wygrana” w akcji

??????????????????????????????????????????????????????????????????????Dziś 13 dzień miesiąca „Dzień dobrego słowa”, piszę więc o komunikacji w rodzinie. Ostatnio w tym temacie wspominałam o naszych pierwszych krokach w kwestii uczenia dzieci komunikacji z ich małym światem. Dziś konkrety.

Nasze zasady uczenia dzieci komunikacji z rówieśnikami:

  • Pozwalamy dzieciom próbować samemu rozwiązywać ich spory. Bardzo często okazuje się, że nasza interwencja, interwencja dorosłych jest zupełnie niepotrzebna. Dzieci uczą się w ten sposób samodzielności w rozwiązywaniu sporów, mają możliwość kreowania własnych, często dla nas zaskakujących rozwiązań. Sama wielokrotnie byłam tego świadkiem i wówczas zawsze wtedy na myśl przychodziły mi słowa „sama bym lepiej tego nie wymyśliła”.
  • Interweniujemy w sytuacji, kiedy dzieci poproszą nas o pomoc lub widzimy, że nie radzą sobie same.
  • Uczymy komunikacji wg zasady logodydaktyki „wygrana-wygrana”.Zasada ta to nie kompromis. Zwykle każdy coś traci (…) Kompromisy często są pozornym załatwieniem sprawy– napięcia przenoszą się do wnętrza. Najważniejszym aktem wygranej-wygranej jest empatyczna rozmowa, którą inicjuje jedna z osób.” W przypadku małych dzieci zwykle odbywa się to w obecności rodzica, osoby dorosłej, która poprowadzi taką rozmowę. Wówczas staramy się opisać daną sytuację z punktu widzenia obserwatora, bez oceniania, np. „Widzę, że zabieracie sobie zabawkę”. Słuchamy obu stron, zastanawiamy się nad oczekiwaniami, potrzebami i uczuciami. Pytamy dzieci jakie mają propozycje rozwiązań danej sytuacji tak, aby obie strony czuły, że ich potrzeby zostaną zaspokojone, a każda ze stron wyjdzie z rozmowy wygrana. Jeśli dzieci mają jeszcze z tym problem podsuwamy im różne rozwiązania.  W zasadzie „wygrana-wygrana”„chodzi o to, by rozmówca wierzył w to, że chcemy jego dobra, ale i swoje mamy na uwadze, żeby czuł, że chcemy go słuchać i jest dla nas ważny. (…) Ważne, żeby to obie strony we wzajemnym zrozumieniu szukały takich sposobów, które zadowalają jedno i drugie.” I. Majewska-Opiełka
  • Szanujemy pomysły dzieci, nie krytykujemy.  Im więcej kreatywnych rozwiązań, tym lepiej.
  • Inspirujemy do zabaw, które uczą bardziej współdziałania w grupie niż rywalizacji. Dzieci szybko wówczas odkrywają, że wspólna zabawa może być fascynująca i razem można zrobić więcej. Taka dziecięca ”synergia” w zabawie uczy współżycia w grupie rówieśniczej, a w konsekwencji życia w społeczeństwie.

Refleksja dla Was:

Zastanówcie się nad opisaną przeze mnie zasadą „wygrana-wygrana” w kontekście Waszej komunikacji z partnerem, z dzieckiem. Zapewniam Was, że taki sposób komunikacji wniesie wiele dobrego do Waszych domów.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Dodaj komentarz

Nauka komunikacji z rówieśnikami, czyli nasze pierwsze kroki?

ObrazekObiecałam, że napiszę o relacjach między dziećmi, o reagowaniu lub nie w sytuacjach spornych. Napiszę to w kontekście komunikacji, bo dziś „Dzień dobrego słowa”, a nasza rodzina od kilu miesięcy stara się obchodzić ten trzynasty dzień każdego miesiąca, w swój niepowtarzalny dla siebie sposób.  Więcej na temat tej wspanialej inicjatywy znajdziecie pod adresem https://www.facebook.com/DzienDobregoSlowa/info.

Od chwili kiedy urodził się Franek staraliśmy się spotykać ze znajomymi, sąsiadami, którzy mają dzieci w podobnym i starszym wieku. Początkowo dzieci bawiły się osobno, będąc razem w jednym pomieszczeniu. Ich komunikacja polegała głównie na wymianie spojrzeń, uśmiechów, reagowaniu płaczem na płacz małego kolegi. Uważam, że to był dobry czas na budowanie relacji z innymi ludźmi, Dziś określiłabym to jak wstęp do życia w społeczeństwie.

Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok relacje naszego syna ulegały zmianie, pojawiały się nowe formy komunikacji i uzewnętrzniania swoich emocji, potrzeb w relacjach z rówieśnikami. Była radość, płacz, euforia i szaleńcze popisy, był smutek, żal niejednokrotnie uzewnętrzniany w postaci zabierania zabawek, próby podnoszenia ręki na kolegę, czy sypania piaskiem. Zawsze miało to jakieś podłoże i zawsze wynikało z czyichś niezaspokojonych potrzeb, ale przede wszystkim z braku zrozumienia i trudności z komunikacją, zarówno na poziomie wyrażania siebie, jak i odbierania innych. Był czas kiedy wspólnie z innymi mamami, mającymi dzieci w podobnym wieku organizowałyśmy zabawowe spotkania. Spotkania, na których zakładałyśmy, że nasze dzieci pobawią się, a my porozmawiamy. Szybko jednak doszłyśmy do wniosku, że dla naszych wówczas dwu, trzylatków wspólna zabawa to niezłe wyzwanie. Zwyczajnie umiejętność ta przekraczała ich możliwości rozwojowe w tym wieku. Bawiliśmy się więc razem, w otoczeniu zabawek, siedząc na podłodze, śpiewając piosenki i powoli, małymi kroczkami wprowadzając nasze maluchy w świat wspólnej zabawy. Turlaliśmy piłki, graliśmy w kręgle, urządzaliśmy zabawy w piknik, czy sklep, układaliśmy wspaniałe budowli z klocków, rysowaliśmy wspólnie na ogromnej kartce papieru, gdzie każdy miał swoje miejsce, ale na jednym, wspólnym obrazie. Zawsze wtedy byliśmy blisko, wspieraliśmy i małymi kroczkami wycofywaliśmy się w momentach kiedy czuliśmy, że możemy to zrobić.

Kiedy dziecko jest w wieku 0-3 lata, rodzic pełni rolę tłumacza świata, komunikacji z otoczeniem, w tym także z rówieśnikami. Kiedy Franek miał tyle lat dużo wówczas z nim rozmawialiśmy, wyjaśnialiśmy, opisywaliśmy to co się dzieje.  Wspólnie z innymi rodzicami staraliśmy się obserwować dzieci, opisywać ich emocje, potrzeby. W ten sposób dzieci uczyły się pozytywnego słownika i umiejętności wyrażania siebie.

Cudownie procentuje to teraz, kiedy Franio ma 5 lat i już cieszę się na samą myśl o tym jak dalej będzie się to rozwijało. Franek coraz lepiej radzi sobie w relacjach z innymi dziećmi. Myślę wręcz, że jak na swoje 5 lat bardzo dobrze. Wierzymy w niego i jesteśmy z niego dumni. Jest nam miło jak słyszymy od Pań w przedszkolu, że ma świetne relacje z rówieśnikami. Zauważyłam nawet, że od pewnego czasu przynosi od dzieci obrazki, pokolorowane na zajęciach. Otrzymuje je w prezencie. To taki dziecięcy dowód wdzięczności, dowód na to, że się kogoś lubi, że miło spędza się z nim czas i wspólnie bawi.

A co z Hanią, naszą roczną córeczką? Działamy podobnie jak z Frankiem, kiedy miał kilkanaście miesięcy. Obserwujemy ją i działamy na miarę jej możliwości i indywidualności, bo każde dziecko jest wyjątkowe. Nie ukrywam, że jest nam łatwiej, bo doświadczyliśmy już tego wcześniej z Frankiem. Poza tym Franek uczy Hanię życia w grupie i relacji z innymi dziećmi. Teraz dzieje się to niejako samo, powiedziałabym nawet cudownie płynie i wspaniale procentuje.

Dziś polecam Wam jedną z wielu pozycji dotyczących komunikacji, ale istotną dla mnie w kontekście komunikacji w rodzinie. Zapraszam do lektury „ABC… komunikacji w rodzinie” autorstwa J. Monbourquette.

Categories: Mądre słowa, czyli rzecz o komunikacji w rodzinie | Tagi: , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.